Śląski Maksymilian Kolbe

Ksiądz Alojzy Zug został z parafianami do końca

To zimowe piekło trwało przez trzy dni 1945 roku. Wówczas w Rogowie Opolskim i okolicach zginęło 33 mężczyzn w sile wieku, a także ówczesny administrator parafii Św. Filipa i Jakuba Ks. Alojzy Zug. Mógł uciec na zachód, ale z własnej woli pozostał na miejscu ze swoimi parafianami, wiedząc że najprawdopodobniej zginie tej zimy. W okolice Rogowa Sowieci dotarli 26 stycznia…

Ksiądz Alojzy Zug urodził się 30 listopada 1905 roku w Brońcu, w powiecie oleskim. Tuż po święceniach kapłańskich w 1933 roku został wikariuszem w parafii pw. św. Franciszka z Asyżu w Zabrzu. Parafię w Rogowie Opolskim objął jako administrator w 1941 roku i była jego pierwszą samodzielnie zarządzaną parafią. Kiedy front radziecki zbliżał się na Górny Śląsk, młody kapłan miał możliwość ucieczki na zachód, jednak z niej nie skorzystał. Powiedział, że nie może zostawić swoich parafian. Ksiądz Zug miał nadzieję negocjować z sowietami.

To była sroga zima 1945 roku. Na tereny Górnego Śląska weszła Armia Radziecka, która siała zniszczenie, plądrowała, gwałciła i mordowała, nie okazując litości. Świadkowie tych wydarzeń do dnia dzisiejszego z przerażeniem w oczach opowiadają o tym, jak obłąkani żądzą krwi radzieccy żołnierze zachowywali się jak zwierzęta. 

Gdy pod koniec stycznia wojsko dotarło w okolice Rogowa zaczęło się piekło trwające trzy dni. Najpierw pojmano „łodziorzy” z terenu przynależącego administracyjnie do Rogowa Przysiółku. Wówczas żegluga śródlądowa była głównym zajęciem zarobkowe mężczyzn z tamtych terenów.  Zamordowano ich strzałem w głowę, bo nosili mundury podobne do niemieckich wojskowych. Następnie sowieci przemaszerowali 2 kilometry w stronę centrum miejscowości zaganiając do przykościelnej stodoły kolejne ofiary.

Wśród uwięzionych w stodole mężczyzn znajdował się również administrator parafii Ks. Alojzy Zug, który uprzednio dobrowolnie zdecydował, że chce zostać ze swoimi parafianami. Wraz z księdzem pojmany został organista i nauczyciel szkoły podstawowej w Rogowie Opolskim Johannes Bulke. Dziś mieszkańcy nie pamiętają już tego co działo się z więźniami w stodole, ale jak mówią niektórzy ks. Zug próbował rzeczywiście pertraktować z sowietami. Niestety bezskutecznie.

Następnego dnia część z pojmanych została rozstrzelana na terenie dzisiejszego cmentarza parafialnego.  Pozostałych, w tym księdza Zuga poprowadzono przez Odrę do Karłubca, gdzie znajdowała się radziecka komendantura. 28 stycznia przy zastosowaniu brutalnych metod przesłuchano mężczyzn, a następnie odprowadzono z powrotem. W drodze powrotnej, na polach między Odrowążem a Malnią, gdzie znajduje się mały zagajnik, żołnierze zgromadzili pozostałych więźniów i rozstrzelali ich. Cudem z życiem uszedł wtedy tylko młody Karl Schwitulla.

Osiemnastolatek znajdował się w grupie rozstrzeliwanych mężczyzn. Oprawcy oddali w jego kierunku strzał. Kula jednak przeszła przez głowę młodzieńca raniąc go, ale nie zabijając. Karl świadom, że zostałby dobity przeleżał pomiędzy zwłokami pozostałych ofiar, nie wykazując oznak życia. Dzięki temu, gdy Rosjanie oddalili się Karl uciekł. Młody chłopak ostatkami sił wrócił przez Odrę do Rogowa i opowiedział co się stało. Dla Karla było to tak traumatyczne przeżycie, że jak wspominają mieszkańcy, osiemnastolatek osiwiał nagle i do końca swoich dni miał białe włosy. Karl Świtula zmarł w latach 80 XX wieku.

Dziś niestety bezpośrednich świadków wydarzeń ze stycznia 1945 roku już prawie w Rogowie nie ma. Ci którzy jeszcze o tym opowiadają byli wtedy kilkuletnimi dziećmi lub znają tę historię z opowieści rodziców.

Ofiary tych trzech przerażających zimowych dni w Rogowie upamiętniono w formie pomnika, który znajduje się obok kościoła i tuż przed stodołą, w której przetrzymywano zakładników. Miejsce przetrwało w swojej oryginalnej bryle do dnia dzisiejszego. Mieszkańcy dbają również o grób ks. Alojzego Zuga, wspominają go w swoich modlitwach i wciąż pamiętają o jego odwadze i poświęceniu. Nazwiskiem odważnego i dobrego pasterza, ks. Zuga nazywano ulicę przy której znajduje się kościół parafialny.

Już po wojnie parafianie z Rogowa Opolskiego pielgrzymowali do sanktuarium w Krapkowicach-Otmęcie trasą, którą prowadzono w ’45 do Karłubca ostatnią grupę pojmanych. W miejscu, w którym Rosjanie dokonali mordu na mężczyznach z Rogowa, pielgrzymi zatrzymywali się na chwilę, a orkiestra zawsze grała w tym miejscu utwór „Ich hatt’ einen Kameraden”…

Maria Honka-Biły