Złoty wiek egoistów. Górny Śląsk za panowania Habsburgów

Za czasów habsburskich teoretycznie to cesarz był zwierzchnikiem Śląska. Ale w praktyce jego władza była bardzo iluzoryczna, ponieważ nie  dysponował żadnym instrumentem władzy.  Monarcha miał co prawda prawo do minowania starosty księstwa (Landeshauptmann), który był urzędnikiem o kompetencjach namiestniczych.  Ale nominacja ta obłożona była ona całym szeregiem ograniczeń. Starosta musiał być przedstawicielem miejscowej arystokracji i uzyskać akceptację przez zgromadzenie stanowe. Swoją przysięgę składał zarówno miejscowej arystokracji, jak i monarsze. W ten sposób urząd ten stawał się bardziej rodzajem reprezentanta, czy ambasadora śląskiej arystokracji na dworze cesarskim, niż wykonawcą jego władzy. Starosta bardziej ograniczał władzę monarszą, niż ją reprezentował.

Renesansowy pałac w Polskiej Cerekwi. Zdjęcia: Natalia Klimaschka

Górnośląscy książęta posiadali cały szereg przywilejów i praw, które powodowały, że posiadali prawie całkowitą suwerenność. Znaczenie miało przede wszystkim prawo do przyjmowania hołdu ze strony stanów księstwa, co dawało mu formalną zwierzchność nad ludnością. Posiadali prawo traktowania księstw jako ich własne, prywatne dziedzictwo. Mogli w suwerenny sposób dysponować swoim spadkiem i posiadali wolność kreowania powiązań dynastycznych. Posiadali nadzór nad instytucjami kościoła. Posiadali zwierzchnictwo  mennicze, sądownicze, górnicze łowieckie. Tak daleko idące prawa dawały im w zasadzie wyłączność rządów. Uważali się za suwerenów i z wyższością spoglądali na swoich arystokratycznych krewnych w Czechach, którzy nawet w niewielkiej części nie posiadali tak rozległych praw. 

Ale gorzką prawdą jest też, że władzy tej nie użyli w interesie ziemi, na której mieszkali, tylko osobistego zysku. Dowodem na to jest sytuacja górnośląskich chłopów. Jeżeli wolności osobiste i prawo do gospodarki pieniężno-towarowej były przywilejem potomków kolonistów z czasów Henryka Brodatego i św. Jadwigi, to teraz wielu z nich zostało zrównanych w prawach z ich słowiańskimi sąsiadami. Teraz większość chłopów znalazła się w przestrzeni absolutnego bezprawia, a feudalny pan mógł nimi dysponować jak prywatnymi przedmiotami. W oczywisty sposób musiało się to odbijać na ich produktywności i prowadzić do głębokiego zacofania. Ten stan gospodarczego niedorozwoju miał tu trwać do późnego XVIII wieku. Górnośląscy feudałowie nie wykorzystali też dobrej koniunktury gospodarczej by wspierać rozbudowę miast. Na Górnym Śląsku ciągle dalece więcej niż 90% ludności utrzymywało się z rolnictwa. Miejscowa, wszechwładna arystokracja nie zainspirowała też żadnych szczególnych procesów modernizacyjnych. Nie powstały tu w tym czasie żadne prądy intelektualne, nie pojawiły się żadne wybitne postacie.

Renesansowy pałac w Polskiej Cerekwi. Zdjęcie: Natalia Klimaschka

Na Górnym Śląsku umocniła się też inna tendencja, którą już można było zaobserwować w średniowieczu. Koloniści przynieśli ze sobą wiele zdobyczy cywilizacyjnych, które stały się impulsem procesów modernizacyjnych. Ale jednocześnie na trwałe przejęli słowiańską gwarę swoich sąsiadów. Pierwszy historyk Górnego Śląska Barthel Stein twierdził w 1512 roku, że granicą językową była Odra. Na prawo od rzeki dominować miała niepodzielnie gwara śląska, którą miała się posługiwać również śląska arystokracja.  Panował pogląd, że częściej posługiwały się nią kobiety, ponieważ były bardziej przywiązane do swoich gospodarstw domowych. Mężczyźni, którzy więcej uczestniczyli w życiu publicznym, mieli dużo częściej posługiwać się językiem niemieckim. 

Z czasem gwarę zaczęto w języku niemieckim nazywać Wasserpolnisch (wodny język polski). Pochodzenie tego określenia nie jest do końca wyjaśnione, ale przypuszcza się, że powstało ono we Wrocławiu. To tutaj flisacy spławiali z Górnego Śląska drzewo Odrą i sprzedawali je na targu. Łatwo było wysłuchać, że ich język wyraźnie różnił się od tego, jakim posługiwali się kupcy z Małopolski dla przykładu, którzy we Wrocławiu sprzedawali sól. Stąd dla odróżnienia obu tych języków gwarę nazwano Wasserpolnisch. A więc ten język, jakim posługiwano się na rzece. Gwara przybierała coraz bardziej formy języka regionalnego.

Zdjęcie: Natalia Klimaschka. Renesansowy pałac w Polskiej Cerekwi

Przemiany ideowe wywołane reformacją wpłynęły również na ideowe horyzonty śląskiej arystokracji. Były to czasy systematycznego zbliżania się do niemieckojęzycznych dworów Europy i budowania powiązań kulturalnych z tamtą częścią świata. Były one wynikiem coraz bardziej intensywnych towarzysko rodzinnych powiązań. Świadczą o tym małżeńskich koligacjach śląskich magnatów, których żony pochodziły z królewskich domów Hohenzollernów, Wettinów, Wirtembergów. Przy podejmowaniu decyzji o małżeństwach kierowano się przede wszystkim interesami dynastycznymi, przyszłymi powiązaniami, czy wręcz perspektywami spadków. Przy spekulacjach tych, uczucia czy poglądy przyszłych małżonków nie odgrywały żadnej roli. Dlatego też małżeństwa z królewskimi rodzinami świadczyły o bardzo wysokiej pozycji środowiskowej arystokratycznych Ślązaków. 

Te międzynarodowe powiązania wpływały też na rozwój kultury dworskiej, wzorowanej na zachodnich wzorcach. Zatrudniano tu wielką liczbę służby i dworzan. Ale arystokratyczne pałace umacniały też swoją pozycje jako centra życia kulturalnego. Utrzymywano na nich architektów, malarzy, muzyków, poetów, historyków, lekarzy. 

Dowodem świetności życia dworskiego owych czasów były  bogate renesansowe pałace. Powstawały one w wielu miejscach Górnego Śląska. Większość z nich została w kolejnych wiekach przebudowana wskutek czego utraciły one swój piękny, renesansowy charakter. Najlepiej zachowanym obiektem z tego okresu wydaje się pałac w Nowej Cerekwi.