Przesiedleńcy

Kiedy zimą 1945 roku front radziecki zaczął się zbliżać do granic ówczesnego Śląska, rozpoczęła się masowa ewakuacja mieszkającej tu ludności. Ze względów propagandowych władze hitlerowskie celowo uniemożliwiły przygotowania tej ucieczki. Z dnia na dzień, setki tysięcy ludzi, w środku bardzo mroźnej zimy, musiało porzucić swoje domy z walizką najbardziej potrzebnych rzeczy. Do tułaczki byli najczęściej całkowicie nieprzygotowani. Tysiące z pośród nich zamarzło podczas ucieczki, część zmarła z wycieńczenia. Kiedy przybyli w inne regiony Niemiec, traktowani byli tam z podobną niechęcia jak dziś uchodźcy z Syrii, czy Etiopii.

Część tradycyjnych mieszkańców Śląska zdecydowała się pozostać w swoich domach. Z Dolnego Śląska większość z nich wysiedlono jednak siłą w kolejnych kilku latach. Na Górnym Śląsku pozwolono wielu Niemcom zostać. Często postrzegano ich jako zbłądzone dusze, które będzie można poddać skutecznej polonizacji. Przez kolejne dziesięciolecia ludzie ci nie potrafili się jednak pogodzić z nową geograficzną sytuacją i już dobrowolnie przenosiło się do Republiki Federalnej Niemiec.

Te trzy wielkie fale migracyjne spowodowały, że na zachodzie Niemiec znalazło się miliony ludzi ze Śląska, bez dobytku, mieszkań, pracy, środków do życia. 

Przez kolejne dziesięciolecia podejmowano w Zachodnich Niemczech co prawda wiele inicjatyw dla ich integracji. Niektórym rzeczywiście udało się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Ich pierwsze pokolenie pozostało w większości już ludźmi drugiej kategorii. 

Zachodnioniemieckie elity polityczne szybko zorientowały się, że łatwiej jest tym ludziom robić nierealne obietnice zwrotu ich domów, niż budować nowe. Dlatego dziesiątki lat oszukiwano ich i okłamywano absurdalnymi wizjami przywrócenia dawnych granic. Przesiedleńcy wierzyli w nie chętnie, ponieważ odszkodowania, które otrzymali w Niemczech za pozostawione na wschodzie majątki stanowiły zaledwie ułamek ich wartości. 

Tymczasem większość obywateli Republiki Federalnej od końca lat 60 dążyła do ułożenia sobie stosunków z blokiem wschodnim. W Związku Radzieckim upatrywano groźnego militarnego przeciwnika. Powszechnie zdawano sobie sprawę, że ewentualny konflikt zbrojny z blokiem wschodnim toczyć się będzie na niemieckiej ziemi. A tego nikt przy zdrowych zmysłach nie chciał. Dlatego społeczne poparcie dla uznania spornej granicy na Odrze i Nysie było w społeczeństwie niemieckim coraz silniejsze.

Inaczej postrzegali sprawę przesiedleńcy, którzy w rewizjonistycznych postulatach upatrywali szanse na uratowanie swoich majątków. Jeszcze w połowie lat osiemdziesiątych organizacje przesiedleńcze demonstracyjnie posługiwały się hasłami „Schlesien ist unser” (Śląsk jest nasz) albo „Schlesien bleibt unsere Auftrag” (Śląsk pozostaje naszym celem i zadaniem). Tymi żądaniami znaleźli się oni jednak w głębokim konflikcie z resztą społeczeństwa. 

Za uznaniem wschodniej granicy opowiadała się przede wszystkim SPD. W walce o wyborcze głosy starała się środowiska przesiedleńcze dyskredytować jako centra prawicowych tęsknot. Była to bardzo niesprawiedliwa manipulacja. Ale z czasem polityka ta przyniosła rezultaty, bo identyfikowanie się z śląskością stawało się w Niemczech czymś coraz bardziej wstydliwym. 

Do dziś środowiska przesiedleńcze postrzega się w Niemczech jako ruchy prawicowe, chociaż akurat tylko ci najbardziej nieliczni w takie sidła wpadli. 

Wskutek tego posądzenia tradycje śląskie przestały istnieć w życiu kulturalnym współczesnych Niemiec i dziś nie odgrywają już żadnej roli.