Przerwane dobre granie

Piotr Baron nie żyje

O śmierci Piotra Barona powiadomił mnie Sebastian Fikus. Poprosił o napisanie wspomnienia, które pragnie opublikować na portalu spectrum direct. Nie wiedziałam, że Pejter, bo tak go w gronie przyjaciół nazywaliśmy, był ciężko chory. Jeszcze w lutym słyszałam Go w doskonałej audycji Żanety Plotnik „Dobre granie extra” na antenie Radia Opole, gdzie dzielił się swoim doświadczeniem jako muzyczny couch: jak zwykle radosny, energetyczny, dowcipny, kompetentny, zaangażowany.

Poznaliśmy się na początku lat 90-tych. Wspólnie z Sebastianem Fikusem i Leonardem Malcharczykiem stanowiliśmy wtedy dość zgrany zespół, tworzący podstawy wielu odkrywczych na owe czasy projektów kulturalnych i medialnych w tworzącym się wówczas  niezwykle pasjonującym „krajobrazie” współpracy polsko-niemieckiej po symbolicznej Mszy Pojednania w Krzyżowej i polsko-niemieckim traktacie o dobrym sąsiedztwie, gdy już można było oficjalnie przyznać, że w Polsce naprawdę żyją Niemcy… Piotr bardzo się już wtedy wyróżniał swoją otwartością, brakiem kompleksów, poczuciem własnej wartości, inteligencją, odwagą. Zawsze podkreślał z dumą, że jest Niemcem. A że był znakomicie wykształcony, kompetentny, władał biegle zarówno „Muttersprache”, jak językiem polskim, był szanowany we wszystkich środowiskach. Potrafił się znaleźć z właściwą sobie charyzmą i kompetencją zarówno wśród ludzi prostych jako organista na wiejskiej parafii, jak i w towarzystwie dyplomatów w Berlinie.

Nie znam okoliczności i powodów Jego rozstania z Mniejszością Niemiecką, więc ten akapit Jego życiorysu przemilczę. Pamiętam, że Go to bardzo zraniło, ale gdy czas uleczył tę ranę, okazało się, że „rozwód” Piotra Barona ze środowiskiem opolskiej mniejszości stał się dla niego prawdziwym wyzwoleniem. Piotr piął się w górę. Koncertował, dyrygował, komponował, rozkwitał zawodowo i prywatnie… Jego życiorys opublikowany na Wikipedii czy na stronie Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Nysie, gdzie był dziekanem wydziału jazzu, rysuje wyraziście wybitną osobowość: był zawsze czegoś inicjatorem, założycielem, dyrektorem, prezesem… Nie wymienię w moim wspomnieniu wszystkich pól, na których Piotr zasiewał dobre ziarna tylko dlatego, że tych dzieł, które Piotr po sobie pozostawił, jest ogrom. Dla jednych: profesor Piotr Baron, dla innych: Pejter – zasługuje na wielki szacunek i uhonorowanie.

Moim planem w roku 2011, wtedy szefowej Radia Opole, było zorganizowanie benefisu w Studiu M, na który zaprosić chciałam trzech popularnych Piotrów Baronów. Nie zdążyłam tego marzenia zrealizować, bo mi wtedy mała ustawa medialna przerwała kadencję. Dla mnie  – z pasji dokumentalistki regionalnych dziejów i osobowości – ogromną zasługą Piotra Barona było przywrócenie pamięci zapomnianych śląskich kompozytorów. Jego osobistym sukcesem pozostaną prawykonania i wykonania dzieł Józefa Elsnera, Hugo Ulricha, Bolko von Hochberga, Josepha Ignaza Schnabla, Ignaza Reimanna. Piotr kochał nade wszystko muzykę. Zatem wierzę, że przebywa teraz w dobrym towarzystwie kompozytorów, dyrygentów i grajków rozmaitych – tam, gdzie muzyka brzmi najczyściej, najbardziej harmonijnie i nie ma… żadnej narodowości!

Teresa Kudyba

/od 25:48/ Wywiad z Piotrem Baronem z sierpnia 1992 r.