Korfanty, postać tragiczna

Wojciech Korfanty urodził się 20 kwietnia 1873 roku w Siemianowicach jako syn Josepha Korfantego, biednego górnika z Siemianowic. Korfanty okazał się jednak ambitnym i upartym człowiekiem. Najbliższe gimnazjum, do którego Korfanty mógł się po zakończeniu szkoły podstawowej zapisać, znajdowało się w Katowicach. Z własnej woli, codziennie odbywał piechotą dwugodzinną drogę do szkoły. Niedostatecznie ubrany, w butach domowej roboty. Był zawsze przygotowany do lekcji. Wiele młodych ludzi skutecznie odstraszałyby trudy codziennych wielogodzinnych wędrówek do szkoły. Korfanty się na to konsekwentnie decydował, dowodząc swojej silnej woli i uporu, które w jego przyszłym życiu miały być podstawą jego sukcesów. 

Wojciech Korfanty

Z czasem Korfanty znalazł mecenasa w osobie niemieckiego księdza Schmidta z Katowic, który zwrócił uwagę na tego utalentowanego, twardego chłopca. Zaopatrywał go w ubrania i przybory szkolne. Zapewniał mu również korepetycje z niemieckiego. Język ten ze swego domu Korfanty znał słabo. W domu posługiwano się gwarą, której znajomość nie umożliwiała mu czytania polskich książek. Jako dojrzały polityk przyznawał publicznie, że w młodości czytał polskie książki z niemieckim słownikiem.

Wtedy też w czasach gimnazjalnych pojawiły się u Korfantego pierwsze polsko-niemieckie i katolicko-protestanckie resentymenty. Wywołali je przypuszczalnie jego nauczyciele, którzy prawie wszyscy byli spoza Śląska. Starali się oni poniżać wszystko, co było polskie i katolickie. Można sobie wyobrazić reakcję ambitnego chłopca, który ze względu na swe pochodzenie latami był poniżany. Zaburzony stosunek do niemieckości towarzyszył Korfantemu całe życie.  

Wojciech Korfanty

Korfanty styka się w tym czasie po raz pierwszy z polskimi środowiskami patriotycznymi. Na Górnym Śląsku osiedlali się pod koniec XIX wieku często Polacy z Wielkopolski jako adwokaci, lekarze czy dyrektorzy polskich banków. Rozglądali się oni pilnie wśród śląskiej młodzieży widząc w niej potencjalnych orędowników polskiej myśli narodowej. Gwarantowali im również stypendia. 

Związek z polskimi organizacjami miał mu jednak poważnie zaszkodzić. W dniu 14 sierpnia 1895 roku Korfanty zostaje przez konferencję nauczycielską na trzy miesiące przed maturą relegowany ze szkoły za kontakty z polskim ruchem narodowym. Na domiar złego otrzymuje wilczy bilet, zamykający mu drogę do dalszego wykształcenia. To zapewne również budowaniu jego sympatii do Prus nie służyło.

Dzięki pomocy polskich mecenasów w semestrze zimowym 1895/96 Korfanty zapisuje się jako wolny słuchacz na Politechnikę Berlińską. Narodowi Demokraci finansowali studia młodego Korfantego. 

Jak dalekosiężne i przemyślane były plany Korfantego niech zaświadczy fakt, że chociaż Korfanty nie miał już w tym czasie żadnych finansowych kłopotów, zdecydował się na kilka tygodni podjąć pracę jako górnik w kopalni „Godullagrube”. Miał okazje poznać wtedy jeszcze głębiej psychologię, nastroje i aspiracje śląskich robotników. Na te doświadczenia będzie się Korfanty powoływał przez całe swoje życie. Będą mu one także dawały legitymację, by śląskim robotnikom prezentować się jako jeden z nich. 

Pomnik Wojciecha Korfantego, Autor: Tomasz Strojecki
Autor: Tomasz Strojecki

Po studiach we Wrocławiu Korfanty przenosi się do Katowic. W roku 1901 Korfanty zostaje redaktorem naczelnym czasopisma „Górnoślązak”. Występuje w nich jako obrońca społeczności autochtonicznej sprzeciwiając się nie tylko socjalnemu wyzyskowi. Udowadnia, że jej dramatyczna sytuacja socjalna była wynikiem świadomej polityki protestanckich elit, które  Autochtonów postrzegały jako brudną siłę robocza pozbawioną praw i nie zasługującą nawet na elementarny szacunek. Korfanty konsekwentnie napiętnuje również przejawy dyskryminacji społecznej i kulturalnej swojego środowiska. Posługując się drwiną brutalnie atakuje protestanckie elity przekonane o swojej wyższości w stosunku do Autochtonów.

Korfanty starał się również o poparcie chłopów, rzemieślników i kupców. Korfanty starał się przekonywać, że winę na ich fatalną sytuacje życiową ponoszą pruskie elity funkcyjne, które z pogardą odnosiły się do wszystkiego co autochtoniczne. A jedynym skutecznym instrumentem do walki z nimi jest kartka wyborcza, której należy użyć popierając właśnie jego, Korfantego. 

Skuteczność jego argumentacji była przypuszczalnie dla niego samego całkowitym zaskoczeniem. Pamiętać trzeba, że we wcześniejszych wyborach do Reichstagu w 1898 roku ugrupowania polskie nie zdobyły nawet 1000 głosów. Dlatego też nikt nawet Korfantego nie traktował początkowo poważnie. 

Wybory odbyły się 16 czerwca 1903 w atmosferze napięcia. Frekwencja wyborcza była stosunkowo duża bo wynosiła 68,4%. W poprzednich wyborach 1898 roku wynosiła tylko 56%. Pierwszą turę wyborów przegrał Korfanty dość poważnie. Otrzymał on 26,1% głosów. Jego przeciwnik z partii Centrum Paul Letocha otrzymał głosów 44,7%. Nie otrzymał jednak absolutnej większość i dlatego konieczne były wybory uzupełniające, które odbyły się w dniu 25-go czerwca 1903 roku.

W drugiej turze wyborów Korfantego poparli Socjaldemokraci, co dało okazję centrowej prasie do ataków na Korfantego, która teraz głośno pomawiała go o komunistyczne sympatie. W drugiej turze Korfanty miał jednak wygrać. Otrzymał 50,7% głosów. Głosowało na niego 23.550 wyborców. 

W dniu 28 stycznia 1904 roku Korfanty wygłosił w Reichstagu swoją pierwszą mowę. W płomiennych słowach oskarżał pruskie elity o gospodarczą, socjalną, prawną, kulturalną dyskryminację górnośląskich robotników. Mówił gorzką prawdę o losie Autochtonów, o ich ekonomicznym wyzysku, o deptaniu godności robotniczej przez aroganckich właścicieli i administratorów oraz nadzór techniczny. Domagał się dla Autochtonów  od pruskiego państwa religijnego i społecznego równouprawnienia. Kiedy Korfanty przemawiał w Reichstagu lub Pruskim Landtagu puszczał cugle swojego temperamentu. Bezustannie dochodziło do starć z przedstawicielami rządu lub posłami innych partii politycznych. Ministrowie zrywali się ze swoich foteli i wygrażali. Jego parlamentarnym mowom towarzyszyła zawsze atmosfera skandalu. Korfanty był znakomitym mówcą, trybunem ludowym, który do perfekcji osiągnął sztukę demagogii. Deptał bezwzględnie wszystkie mity i iluzje. Jego parlamentarne przemówienia były potem przedrukowywane przez niezliczone gazety. Adresatem tych przemówień były bardziej pruskie elity funkcyjne na Górnym Śląsku i Autochtoni, niż sami posłowie w Reichstagu. 

Sukces wyborczy w wyborach w 1903 roku i w latach kolejnych dalece odmienił sytuacje Autochtonów na Górnym Śląsku. Był rodzajem powstania Spartakusa, ponieważ uświadomił nagle autochtonom siłę kartki wyborczej, którą trzymali w rękach.  I jakby na jedno uderzenie Korfanty zmienił sytuacje Autochtonów, których teraz nagle zaczęto traktować przynajmniej poważniej. Od tego czasu dostrzec można wiele przykładów awansu społecznego młodych ludzi z prostych rodzin, którzy nagle kończą studia.  Sukces Korfantego był absolutnym szokiem dla niemieckich elit politycznych.

Na kilka tygodni przed wybuchem pierwszej wojny światowej Korfanty wszedł w kontakt ze swoim dawnym parlamentarnym kolegą, Matthiasem Erzbergerem. Erzberger był w tym czasie szefem „Biura informacyjnego marynarki wojennej”. Zostało ono wkrótce przekształcone, również pod kierownictwem Erzbergera, w „Centralę Służb Zagranicznych Niemiec”. Stało się ono centralą wywiadu niemieckiego w czasie I wojny. Zajmowało się nie tylko zbieraniem informacji o działaniach wojennych nieprzyjaciela, ale również starało się destabilizować sytuacje polityczną w krajach wroga.  Niektórzy uważali, że działania niemieckich sił specjalnych były najważniejszym elementem niemieckiej strategii podczas wojny. Bliska współpraca z niemieckim wywiadem w czasie I. wojny światowej miała być później Korfantemu wymawiana do końca życia.

Nie ma wątpliwości, że Korfanty w momencie zakończenia wojny był szczęśliwym człowiekiem. Tworzył historię. Nadszedł dzień realizacji jego marzeń. Powstanie suwerennego Państwa Polskiego stało się faktem. Że w tym nowym państwie będzie on odgrywał kluczową rolę, wydawało mu się wtedy pewne.

Jako komisarz plebiscytowy osiągnął szczyt swojego życiowego sukcesu. Jeżeli Niemcy z największym bólem i żalem o myślą o jego działalności, to przyznają, że jego osiągnięcia jako komisarza plebiscytowego zaświadczają o jego wyjątkowym talencie dyplomatycznym i organizatorskim. Dowiódł wtedy, że był mężem stanu wielkiego formatu. 

Zadanie, które postawił przed sobą, było ogromne. Korfanty musiał przeciwstawić się istniejącym niemieckim strukturom samorządowym i partyjnym, na których opierała się niemiecka kampania plebiscytowa. Okazał się człowiekiem pełnym energii, bezwzględności, wielostronnie utalentowanym, pełnym najbardziej zaskakujących pomysłów i zawsze czujnym politykiem. Skuteczność Korfantego jako komisarza była imponująca. Był ciałem i duchem polskiej propagandy. Z temperamentem i namiętnością, uporem i niewyczerpanym nakładem sił był cały czas w akcji. Miał w rękach wszystkie sznurki.

W 1921 roku Korfanty brał osobiście udział jako zastępca szefa polskiej delegacji w rokowaniach na temat ostatecznego podziału Górnego Śląska w Genewie. O znaczeniu Protokołu Genewskiego Korfanty pisał po kilku latach we swoich wspomnieniach: „Polska otrzymała najbardziej wartościową część Górnego Śląska. Przyłączyliśmy się dobrowolnie do Polski, wnosząc do niej bogate wiano, które naszemu państwu dało podstawę, by być mocarstwem”

Po 1922 roku Korfanty stał się przez moment najbardziej wpływowym człowiekiem na polskim Górnym Śląsku. Sam Korfanty nie starał się na Górnym Śląsku o żaden urząd. Jego ambicją było stanięcie na czele Państwa Polskiego. Na początku jego szanse były stosunkowo dobre. W dniu 14-go czerwca 1922 roku otrzymał od Chrześcijańskich Demokratów i kilku innych polskich partii prawicowych misję utworzenia rządu. Propozycji tej zdecydowanie sprzeciwiły się nie tylko partie centrowe, ale przede wszystkim PPS. Zasadniczą przeszkodą w otrzymaniu przez Korfantego fotela premiera RP miał się jednak okazać osobisty konflikt między nim, a Józefem Piłsudskim. Korfanty powiedział w sprzeczce Piłsudskimu, że jest bohaterem tylko dzieci i rozhisteryzowanych kobiet. Od tego momentu porozumienie między tymi politykami stało się nie możliwe. Alternatywa stała się jasna. Wybór paść musiał między Piłsudskim i Korfantym. Nie było miejsca dla tych dwóch mężów stanu jednocześnie na scenie politycznej Polski. I był to też koniec politycznej kariery Korfantego.

Od teraz poświęcił się Korfanty wielkim interesom, ponieważ pieniądze pociągały go zawsze i to wcale nie mniej niż polityka. Zasiadał w radach nadzorczych śląskiego przemysłu, mieszkał w luksusowej willi. Jego wielkoburżuazyjny styl życia budził teraz zazdrość. Nosił eleganckie ubrania, kupował drogie samochody, posiadał ogromna liczbę służby. Oprócz swojej katowickiej willi zakupił Korfanty domy w Zakopanem, w Chartowie koło Poznania, w Warszawie. Korfanty należał bez wątpienia do tych, którzy na podziale Górnego Śląska najbardziej skorzystali.

Sanacja zaostrzyła w tym czasie represje przeciwko mniejszości niemieckiej. Ogranicza jej prawa obywatelskie, czyni trudności szkolnictwu mniejszościowemu. Paradoksalnie Korfanty staje się jej trybunem i obrońcą.  Domagał się równouprawnienia mniejszości niemieckiej, poszanowania jej narodowo – kulturalnych odrębności.  Korfanty żąda utrzymania praw autonomii Górnego Śląska i przestrzegania tam zagwarantowania praw. Autochtoni nie byli dla niego nagle więcej Polakami, tylko „polskimi Alzatczykami”. Rządowi w Warszawie zarzucał teraz, że eksploatuje Górny Śląsk jak kolonię.

Niezależna działalność polityczna Korfantego nie podobała się elitom politycznym w Warszawie. Ponieważ początkowo nie było możliwości dyskredytacji Korfantego, postanowiono mu szkodzić na płaszczyźnie gospodarczej. Pod koniec maja 1926 roku zmuszony został Korfanty do rezygnacji z lukratywnego stanowiska przewodniczącego rady nadzorczej Banku Śląskiego – Banque de Silesie i koncernu Skarbofern. W połowie października roku 1927 zdecydowano się na kolejny krok przeciwko Korfantemu. Został on oskarżony przez posła Langer z PSL o kompromitowanie dobrego imienia Sejmu. Dwa dni po złożeniu przez posła Langer skargi do Marszałka Sejmu, Korfanty zwrócił się sam do warszawskiego parlamentu z prośbą o zbadanie jego sprawy.

Sanacja spowodowała wystąpienie wielu świadków, którzy zeznaniami ciężko obciążyli Korfantego. Przede wszystkim wojewodzie katowickiemu, Michałowi Grażynskiemu zależało na jego całkowitej dyskredytacji. Zarzucano mu wtedy między innymi, że w czasie I wojny pracował dla niemieckiego wywiadu, że jest dalej w służbie państwa niemieckiego. Zarzucano mu, że stał się poplecznikiem niemczyzny. Proces Korfantego stał się trybuną dyskusji na temat polityki rządu. Zręczna obrona Korfantego skierowana była na dyskredytację Sanacji. Na niewiele się to jednak Korfantemu zdało. W dniu 28 listopada 1927 roku Sąd Marszałkowski wydał swój skazujący wyrok.

Represje Rządu w Warszawie wobec Korfantego miały iść jeszcze dalej. W dniu 26 września 1930 roku Korfanty zostaje aresztowany. Był on jedynym politykiem z Górnego Śląska, który został w ramach politycznej czystki w 1930 roku uwięziony, chociaż w tym samym czasie aresztowano w Polsce wielu innych polskich polityków opozycyjnych. 

Charakterystyczne jest, że ofiarą represji tego okresu nie padli przedstawiciele Mniejszości Niemieckiej. Być może wynikało to z przyjaznego stosunku Piłsudskiego do Niemców, który dążył do normalizacji stosunków z tym państwem. W więzieniu odebrano Korfantemu jego sznurówki i szelki od spodni. Pierwszy kontakt z więzieniem był dla niego szokiem. Już samo odebranie osobistych rzeczy było upokorzeniem. Jeszcze bardziej uwłaczająca była cela. Na pryczy leżał brudny siennik i poduszka wypchana słomą. Za kołdrę służył mu podarty w strzępy koc. Te warunki zostały specjalnie stworzone. Korfanty pod nadzorem strażników musiał teraz myć podłogi i toalety. Pracę więźniowie wykonywać musieli nieomalże gołymi rękami. Mycie się nie było dozwolone. Tylko do raportu przed władzami więzienia mogli sobie umyć nogi. Chociaż więźniowie cierpieli głód, nie pozwalano, by ich bliscy nosili im paczki żywnościowe. Za najmniejsze wykroczenia stosowane były kary dyscyplinarne. Więźniowie otrzymywali areszt w ciemnych celach. Musieli spać na deskach. Nie otrzymywali żadnych naczyń do załatwiania swoich czynności fizjologicznych. Do jedzenia otrzymywali trochę chleba i posoloną wodę. Jako strażników oddelegowano oficerów i żandarmów z sadystycznymi skłonnościami. Prawie wszyscy więźniowie polityczni w Brześciu byli bici i maltretowani. Również Korfanty. W dniu 6 października 1930 roku Korfanty pobity został przez jednego ze strażników. Uderzył on Korfantego kilka razy pięścią w twarz, a potem rzucił nim o ścianę. Korfanty odniósł wstrząs mózgu. Potem został zamknięty w zimnej podziemnej celi na 24 godziny. W czasie swojego uwięzienia Korfanty został wybrany posłem do Sejmu. W dniu 20 grudnia 1930 roku został uwolniony z więzienia.

Po wyjściu na wolność Korfanty zeznał zagranicznemu korespondentowi, że był katowany pewnego dnia jednocześnie przez czterech strażników. Korfanty twierdził, że w pruskim więzieniu we Wronkach traktowany był nieporównywalnie bardziej po ludzku, niż w Brześciu. Niemiecki Konsul Generalny w Katowicach napisał do Berlina po wypuszczeniu Korfantego z więzienia raport następującej treści: „Jak bardzo psychika tego normalnie nadzwyczaj wytrzymałego i pełnego sił witalnych człowieka zostały w więzieniu nadwyrężona, najlepiej świadczy fakt, że kiedy tylko Korfanty zaczynał mówić o wydarzeniach w Brześciu, to pomimo zdecydowanych wysiłków, żeby się opanować, wybuchał niepohamowanym płaczem”. Z relacji współczesnych wynika, że Korfanty był poprzez uwięzienie w Brześciu nie złamany, ale zmieniony. Charakteryzowało się to jego zwrotem do głębokiej religijności, która już robiła na jego współwięźniach w Brześciu głębokie wrażenie.

W latach trzydziestych Korfanty stał się gorliwym propagatorem katolickiej nauki społecznej. Boleśnie odczuwał rozpad tradycyjnych więzi rodzinnych i rozluźnienie moralne. Stał się człowiekiem głęboko religijnym. Pasjonowały go problemy etyki, losu i przeznaczenia człowieka. Krytykował kapitalizm za liberalizm ekonomiczny, instrumentalne traktowanie człowieka i jego pracy. Zachęcał on duchowieństwo katolickie, by stało w pierwszym szeregu w walce z niesprawiedliwością społeczną, w obronie wydziedziczonych z pracy i pozbawionych chleba. Uważał, ze kościół ma prawo wkraczania w stosunek pracy i kapitału, bo sprawa socjalna jest sprawą moralną, a jako taka ściśle związaną z religią.

Występował także przeciwko wybujałemu nacjonalizmowi, postulując poszanowanie praw mniejszości narodowych, za uznaniem ich prawa do własnej osobowości i tożsamości. Po powrocie z brzeskiego więzienia zmienił się w sposób zasadniczy stosunek Korfantego do wschodnich mniejszości narodowych. Ostro sprzeciwiał się teraz formom jakiegokolwiek ich ucisku. Sprzeciwiał się propagowanej przez Narodowych Demokratów wizji „państwa narodowego” Był teraz zdecydowanie przeciwny również metodom ucisku mniejszości niemieckiej w Państwie Polskim. Korfanty zrobił się dla jego współczesnych z lat trzydziestych zbyt staromodny i anachroniczny.

W przeciwieństwie do wielu sobie współczesnych z wielkim zdecydowaniem zaangażowaniem zwrócił się przeciwko faszyzmowi i narodowemu socjalizmowi. Upatrywał w tej ideologii wielkiego niebezpieczeństwa dla europejskiej cywilizacji i kultury. Z jeszcze większą zaciętością niż faszyzm zwalczał Korfanty komunizm.

Jubileuszowe obchody 10-lecia III. Powstania obchodzono w Katowicach z wielką pompą. Uczestniczył w nich prezydent Mościcki i premier Sławek. Tylko Korfanty nie został zaproszony. Nie został też podczas obchodów ani razu wymieniony.

Już w kwietniu 1935 roku został Korfanty poufnie poinformowany, że prokuratura katowicka zażądała aresztowania Korfantego i czeka tylko na moment zniesienia jego immunitetu poselskiego. Miało to nastąpić w momencie rozwiązania Sejmu Śląskiego. Poinformowano go, że jego nakaz aresztowania był już podpisany. W tej sytuacji zdecydował się Korfanty na dramatyczny krok. Ucieka do Czech, jako że mu władze wystawiły paszport w na okres pomiędzy 8 kwietnia i 8 maja 1935 roku. Pozwolono więc Korfantemu uciec. Rząd nie chciał stworzyć męczennika. Dla władz był Korfanty teraz tylko przestępcą, który poprzez ucieczkę za granicę uchyla się od odpowiedzialności. Korfanty osiedla się w Pradze, gdzie już od dwóch lat mieszkał były premier Wincenty Witos.

Korfanty nastawiał się początkowo na krótki pobyt w Czechach. Miał nadzieję na rychły powrót. Nie szukał kontaktów z emigrantami. Tylko premier Witos był partnerem jego codziennych rozmów. Jedyną jego radością były odwiedziny rodziny, szczególnie jego synów Witolda i Zbigniewa. 

W połowie 1936 roku spotkali się w Morges koło Genewy były prezydent Paderewski i czołowi polscy politycy opozycyjni: Oprócz Korfantego i Witosa, generał Haller, Popiel, generał Sikorki. Założyli oni tzw. „Front Mores”, który składał się z partii centrowych. “Frontu Morges” obejmował SL, NPR, ChD, Związek Hallerczyków. Koalicja ta rozwinęła kampanię na rzecz powrotu do kraju „więźniów brzeskich”. Żądania te zostały powtórzone w połowie 1937 roku na zjeździe górnośląskiej chadecji. W uchwalonej rezolucji stwierdzono ”z powodu wzrastającego wpływu hitleryzmu na Śląsku powrót Korfantego jest państwową koniecznością.” Sanacja okazał się niewzruszona. Na rezolucję chadecji zareagowała listem gończym za Korfantym.

„Front Morges” rozpoczął wydawanie tygodnika „Zwrot”. Propagował on hasło “Prawo – Prawda – Praca”.  Pismo to reprezentowało konieczność konsolidacji wszystkich tych ugrupowań, które stały na gruncie poszanowania demokracji, wolności politycznych i wolności jednostki oraz konieczności zaprowadzenia w Polsce państwa prawa. Korfanty chciał zjednoczyć w ten sposób ugrupowania polityczne występujące przeciwko państwowemu totalitaryzmowi i stojące na gruncie chrześcijańskiej moralności. 

W dniu 10 października 1937 z inicjatywy „Frontu Morges” powstała nowa partia opozycyjna z Korfantym na czele. Przyjęła ona nazwę „Stronnictwo Pracy”. Organizacja ta rozumiała się jako partia chrześcijańskiego i demokratycznego środka, która miała stać w opozycji zarówno do ruchów totalitarno-faszystowskich, jak systemów lewicowo-radykalnych. Pomimo szlachetnych celów, Korfantemu nie udało się zbudować silnej opozycji przeciwko Sanacji ponieważ nie udało mu się innych partii opozycyjnych zjednoczyć.

W czasie kryzysu sudeckiego przeżył Korfanty jeden z najcięższych ciosów w jego życiu. W dniu 20 września 1938 zmarł na białaczkę jego ukochany syn Witold. Ówczesny szef katowickiego wydawnictwa Polonia. Rząd RP nie wyraził zgody na uczestnictwo Korfantego w jego pogrzebie.

Po aneksji Czechosłowacji w marcu 1939 roku Korfanty przeprowadził się do Paryża. Pod koniec kwietnia 1939 roku decyduje się Korfanty na powrót do Polski. Lekceważy wszelkie ostrzeżenia. Korfanty wrócił do Polski drogą morską. W Gdyni oczekiwał go syn Zbigniew i przyjaciel Stefan Glaser. W drodze na Górny Śląsk odwiedził on w Poznaniu kardynała Hlonda. W dniu 28 kwietnia 1939 roku przybył do Katowic, gdzie następnego dnia zameldował się u prokuratora. Kilka godzin później został zaaresztowany i odwieziony samochodem do Warszawy. 

Po 82 dniach aresztu 20 lipca 1939 Korfanty został wypuszczony na wolność. Z więzienia został przewieziony wprost do szpitala. Korfanty był tylko swoim tylko cieniem, wysuszonym szkieletem. Mówił cicho, jakby już zza światów. Miał świadomość zbliżającej się śmierci. Zapowiadał ją 17 sierpnia, w imieniny św. Jacka, patrona Górnego Śląska. Rzeczywiście zmarł w dniu 17 sierpnia 1939 roku o godzinie 7 rano. Dokładnie w dwudziestą rocznicę wybuchu
I powstania śląskiego.

Wojewoda Grażyński zadecydował, że Korfanty nie otrzymał żadnego oficjalnego pogrzebu. Zabroniono informować w katowickim radiu o uroczystościach pogrzebowych. Również pracownikom Urzędu Wojewódzkiego zabronił Grażyński udziału w pogrzebie.