Pomnik dezertera jest dobrym pomysłem!

Rozmowa Spectrum.Direct z wiceprzewodniczącym niemieckiego Bundestagu, Thomasem Oppermannem

Sebastian Fikus: Pierwszy po wojnie przewodniczący SPD, Kurt Schumacher, był bohaterem antyhitlerowskiego ruchu oporu. Urodził się w Chełmnie na Pomorzu, które zostało przekazane państwu polskiemu po 1945 r. i może dlatego  w naturalny sposób interesował się sprawami przesiedleńców. Być może był to jeden z powodów, dla których na początku SPD było partią, z którą dawni Ślązacy lubili się utożsamiać. Dopiero w wyniku nowej polityki wschodniej SPD po wyborach we wrześniu 1969 relacje te uległy zmianie. Czy to był błąd z dzisiejszego punktu widzenia?


Thomas Oppermann: Nowa polityka wschodnia Republiki Federalnej Niemiec, której głównym promotorem był późniejszy laureat Pokojowej Nagrody Nobla, Willy Brandt, doprowadziła do zawarcia „Układu między PRL a RFN o podstawach normalizacji ich wzajemnych stosunków” z 7 grudnia 1970 r. Ten krok z pewnością nie był błędem. Polityka odprężenia prowadzona przez ówczesny Rząd Federalny pod przewodnictwem SPD nie tylko uczyniła Europę nieco bezpieczniejszą, ale także polepszyła stosunki polsko-niemieckie. Zainicjowała proces pojednania, bez którego kolejny traktat o przyjaźni nie byłby możliwy.

Wielu wybitnych socjaldemokratów było Ślązakami. Wystarczy pomyśleć o Ferdynandzie Lasalle czy Paulu Löbe, pierwszym socjaldemokratycznym prezydencie Reichstagu.  Löbe pochodził z Legnicy.

Oczywiście utrata wschodnich terenów Niemiec była bolesna. Ale pamiętać trzeba, że była ona konsekwencją II wojny światowej wywołanej przez hitlerowskie Niemcy. Wielu socjaldemokratów, takich jak Paul Löbe, który zawsze walczył z nazistami, musiało również dołączyć do milionów wysiedlonych. Schumacher urodził się w Chełmnie na Pomorzu, który został przyznany Polsce już w 1920 r. Nie był też Ślązakiem. Niemniej jednak prawdą jest, że Schumacher w pierwszych latach istnienia Republiki Federalnej konsekwentnie reprezentował interesy tych, którzy uciekli, czy zostali wysiedleni  z byłych terytoriów niemieckich. Gdyby jednak dożył początku lat siedemdziesiątych, z pewnością byłby zdecydowanym zwolennikiem polityki wschodniej Brandta.

Napięcia między SPD a wysiedleńcami utrzymywały się przez dziesięciolecia. Nawet po upadku Muru Berlińskiego można było odnieść wrażenie, że SPD jest przeciwny ruchowi mniejszości niemieckiej na Śląsku. Czy można wskazać na jakieś zdarzenie czy moment, po którym SPD zmieniła swój stosunek do mniejszości niemieckiej?

Nie powiedziałbym, żeby istniały napięcia między “wysiedleńcami” a SPD. Ale prawdą jest, że w niektórych organizacjach przesiedleńczych nie przyjmowano do wiadomości, że zachodnia granica Polski była konsekwencją Paktu Ribbentrop – Mołotow i wojny rozpoczętej przez Niemcy. Brak gotowości do zaakceptowania tego faktu prowadził oczywiście do napięć z SPD.

Jednocześnie SPD zawsze utrzymywał znakomite kontakty z tymi środowiskami przesiedleńców, które były zainteresowane pojednaniem. Proszę pamiętać o Wenzelu Jaksch czy Peterze Glotz, czołowych polityków SPD pochodzących ze środowiska Niemców Sudeckich. W kluczowy sposób przyczynili się do pojednania ze wschodnimi sąsiadami.

SPD zawsze miał świadomość, że część Niemców, którzy nie zostali wysiedleni z Polski zaraz po 1945 r. później była tu latami przetrzymywana. I działo się tak wbrew ich woli.

Niemcy nieuchronnie stali się mniejszością we własnej ojczyźnie, kiedy na Śląsk, Pomorze i do byłych Prus Wschodnich przybyła ludność polska. Niemcy, mimo że chcieli, nie mogli wyjechać, ponieważ byli tu potrzebni jako wykwalifikowani pracownicy. Polityka wschodnia Brandta doprowadziła do złagodzenia napięć w stosunkach polsko-niemieckich. To SPD umożliwiła wielkiej części tych osób wyjazd do Republiki Federalnej. A więc to SPD zagwarantowała im prawa, których im długo odmawiano.

Po upadku muru berlińskiego SPD uznała początkowo wielki wzrost liczby późnych przesiedleńców z Polski za część szerszego zjawiska emigracji zarobkowej z krajów Europy Środkowo Wschodniej. Dotyczyło to zwłaszcza osób, które domagały się prawa do integracji w zachodnioniemieckim społeczeństwie na podstawie dokumentów, które uzyskali na wskutek hitlerowskiej polityki naturalizacyjnej po 1941 roku. Do tej grupy osób SPD odnosiła się bardzo krytycznie. Reprezentowała pogląd, że konsekwencje hitlerowskiego prawodawstwo powinny zostać zakwestionowane, czy wręcz unieważnione. SPD reprezentowała wówczas pogląd, że w  postkomunistycznej Europie Środkowej powinno się szukać innych sposobów rozwiązania problemów migracyjnych.  Stanowisko to nie może być jednak interpretowane jako zmiana, czy nawet pogorszenie stosunku SPD do mniejszości niemieckiej w Polsce.

SPD zawsze postrzegała siebie jako obrońcę słabszych i pokrzywdzonych. Niemcy na Śląsku byli przez dziesięciolecia upośledzeni przez państwo polskie. Nawet po zjednoczeniu, pomimo ogromnego wsparcia ze strony Niemiec, organizacja mniejszości niemieckiej nie rozwinęła życia kulturalnego, które budziłoby szacunek. Jeśli weźmie się pod uwagę liczbę mieszkających tu Niemców i milionów Euro, które na ten cel wpłynęły na Śląsk, to wyniki są raczej przygnębiające. Może organizacja potrzebuje pomocy innej niż tylko pieniądze?

Pomoc, jakiej Rząd Niemiec udziela zarówno mniejszości niemieckiej w Polsce jak i innym mniejszościom w Europie, jest możliwa tylko dlatego, że w Europie ucichły nacjonalistyczne aberracje. W wielu regionach Europy językiem niemieckim mówi wiele społeczności bez konieczności wspierania ich przez Republikę Federalną.  

Niemcy na Śląsku i w innych regionach Polski korzystają ze swobody przemieszczania się, wielu posiada podwójne obywatelstwo. Wielu z nich może się demokratycznie wypowiadać w wyborach w Niemczech i w Polsce.

Ma Pan jednak rację, że przynależność do obszaru kulturowego, czy językowego nie może oczywiście opierać się wyłącznie na pieniędzy. Obawiam się na przykład, że dwujęzyczne tablice z nazwami miejscowości nie są umieszczane wszędzie tam, gdzie istnieje do nich prawo. A zakaz jednoczesnego nauczania języka niemieckiego jako języka obcego i mniejszości w dwóch ostatnich klasach szkoły podstawowej utrudnia naukę języków obcych członkom mniejszości.

Prawdą jest jednak również, że wymiana kulturalna zarówno z Niemcami, jak i z Polską może pomóc mniejszości niemieckiej stać się wartościowym pomostem między nimi. W tej roli mniejszość niemiecka powinna być konsekwentna, bo takie właśnie postawy są we współczesnej Europie potrzebne. 

Największym osiągnięciem mniejszości niemieckiej jest jej sukces w wyborach. Aby to osiągnąć, organizacja koncentruje tu wszystkie swoje siły. Czy nie byłoby celowe  przekonanie elit mniejszości niemieckiej do wiarygodnego rozdzielenia działalności kulturalnej i politycznej? To rozwiałoby podejrzenia, że pomoc Rządu Niemieckiego może być również do tej działalności wykorzystywana.

Czasy, kiedy zagraniczne pieniądze były wykorzystywane do wpływania na wyniki wyborów w innych krajach, dawno minęły. Przynajmniej w Unii Europejskiej. Jeśli mniejszość niemiecka otrzymuje pieniądze od Rządu Niemiec, to na pewno nie po to, aby wpływać na wybory w Polsce, czy nawet na wybory regionalne na Śląsku. W najlepszym wypadku napływające tu fundusze są z przeznaczone na wspieranie instytucji kulturalnych i edukacyjnych. Co do reszty, to oczywiście jest to wolna decyzja demokratycznie wybranych przedstawicieli mniejszości niemieckiej, którzy sami ustalają priorytety swojej działalności politycznej i kulturalnej. Domniemywać, że strona niemiecka ma jakich wpływ na te decyzje, jest absurdalny.

Jest Pan zwolennikiem reformy Bundestagu. Chociaż Niemcy na Śląsku mają prawo do udziału w wyborach w Republice Federalnej Niemiec, to tylko nieliczni z niego korzystają. Czy reforma wprowadzi jakieś nowe regulacje, które zachęcałyby do udziału w głosowaniu, czy które uczyniłyby udział w nim jeszcze bardziej atrakcyjnym?

Reforma Bundestagu dotyczy jego wielkości. Jego wielkość jest określona w konstytucji i mimo to została w ostatnich wyborach o więcej jak sto mandatów poselskich przekroczona. Dlatego ważne jest, aby tak zmniejszyć liczbę posłów w Parlamencie, żeby nie miało to wpływu na  istotę i jakość demokratycznej reprezentacji obywateli w tym gremium. Reforma ta nie ma wpływu na sposób głosowania w wyborach do Bundestagu przez posiadaczy podwójnego obywatelstwa, czy Niemców mieszkających za granicą. Planowana reforma Bundestagu tą kwestią się nie zajmuje.

Przez dziesięciolecia Niemcy w Polsce cierpieli upokorzenia wynikających z podejrzeń o wspieranie hitlerowskich rządów. Tymczasem wielu z nich było ofiarami narodowych socjalistów. Podjęliśmy inicjatywę utworzenia pomnika nieznanego dezertera Wehrmachtu w stolicy regionu, Opolu. Uważamy, że taki pomnik byłby przekonywującym symbolem odcięciem się od zbrodniczej wojny zainicjowanej przez narodowych socjalistów. Czy tak inicjatywa mieści się w ideowym dziedzictwie Kurta Schumachera?

Zarówno wina zbiorowa jak i kara zbiorowa mogą relatywizować rzeczywistą winę indywidualną. Są to pojęcia, które w niewielkim stopniu pomagają w karaniu tych, którzy naprawdę są winni przestępstw. Dotyczy to również Niemców mieszkających na Śląsku. Podobnie jak w innych częściach Rzeszy ich rodzice lub dziadkowie byli albo zwolennikami, wspólnikami, biernymi światkami, albo nawet przeciwnikami hitlerowskiej dyktatury. Zbiorowe podejrzenia wobec Niemców mieszkających dziś na Śląsku o narodowo socjalistyczne zbrodnie byłyby wręcz anachroniczne. Zdecydowana większość z nich w ogóle nie żyła w tamtych czasach. Ale każdy musi nauczyć się lekcji historii: Taki barbarzyński przewrót kulturowy jakim była dyktatura nazistowska nie może się nigdy powtórzyć. To jest przekonanie, które my współcześni Niemcy uważamy dla nas za kluczowe.

Ale nadszedł też czas, żeby nie tylko w Niemczech, ale również w całej Europie ludzie zrozumieli, że nacjonalizm jest zawsze fałszywą drogą. Bo kiedy stanie się częścią oficjalnej polityki prowadzi do wojny. Dlatego ten, kto mu się przeciwstawia, zasługuje na uznanie.

Tym bardziej na pomnik zasługuje każdy, kto czynnie przeciwstawiał się wojnie. Dlatego wystawienie pomnika Dezertera Wehrmachtu uważam za dobry pomysł, który rzeczywiście mieści się w ideowym dziedzictwie Kurta Schumachera.

Ale proszę mi pozwolić dodać jeszcze jedną myśl. Unia Europejska jest ideą, której celem było umacnianie pokoju.  Wyrosła ona z  gorzkich doświadczeniem ideologicznych aberracji i morderczych wojen ubiegłego wieku. Granice, niezależnie od tego, gdzie w Europie przebiegają, rzadko są dziś kwestionowane. Ale wszyscy zgodziliśmy się na ich uznanie. I najlepiej by było jednak, gdybyśmy o nich całkiem zapomnieli. Im bardziej nam się to uda, tym mniej będziemy myśli rozmawiać o prawach mniejszości narodowych i etnicznych. Bo wtedy członkowie tych społeczności staną się tym, czym jesteśmy my wszyscy: obywatelami Europy.