Objawienie faraona

Zjazd roczny Niemieckiego Towarzystwa Oświatowego

Na zjazd roczny poważnej w końcu organizacji Niemieckiego Towarzystwa Oświatowego (dalej: NTO) przyszło pięć osób i drugie tyle podłączyło się drogą internetową. Tymczasem Towarzystwo realizuje cały szereg udanych projektów, w których biorą udział setki osób. Udział w zjeździe rocznym uznali oni wszyscy natomiast za bezsensowną stratę czasu. Zebranie stało się krzywym zwierciadłem kondycji całego środowiska.

Niemieckie Towarzystwo Oświatowe jest niewątpliwie jedną z lepiej funkcjonujących organizacji mniejszości niemieckiej. Zawdzięcza to energicznej kobiecie, dr Dorocie Kurpiers. Działalność organizacji realizuje się na dwóch płaszczyznach. Z jednej strony prowadzi kształcenie nauczycieli języka niemieckiego.Zewnętrzna ewaluacja przeprowadzona przez opolskie Kuratorium Oświaty potwierdziła, że jakość szkoleń prowadzona jest na wysokim poziomie i Kuratorium uznało pełen profesjonalizm placówki. NTO uzyskało akredytację Instytutu Goethego do przeprowadzania egzaminów i wydawania certyfikatów językowych. Organizacja, w ramach różnych projektów, tworzy pomoce dydaktyczne dla nauczycieli w postaci książek, opracowań, czy nawet filmów. NTO prowadzi również sama działalności dydaktyczną skierowaną do środowiska mniejszości. Angażuje uznane naukowe autorytety i animuje je do prowadzenia wykładów o historii Śląska bezpośrednio w kołach DFK. Na wykłady te każdorazowo przychodzi kilkadziesiąt osób. Świetna inicjatywa oddająca szacunek prostym ludziom.

Projekty NTO realizowane są często wbrew wszelkim przeciwnościom losu. Na ich ramy finansowe decydujący wpływ mają najczęściej jedna, czy dwie osoby z kierownictwa innych organizacji mniejszości niemieckiej.

Do takich kluczowych decydentów w Mniejszości należy niewątpliwie przewodniczący Towarzystwa Społeczno- Kulturalnego Niemców na Śląsku Opolskim (TSKN) Rafał Bartek. Jest tajemnicą poliszynela,  że popadnięcie u niego w niełaskę oznacza cywilną śmierć. Jest bardzo prawdopodobne, że ktoś taki nie będzie mógł już nawet w stowarzyszonej organizacji realizować swoich projektów. A dawni koledzy będą obchodzić taką osobę z daleka w obawie przed popadnięciem w podobną sytuacje.

Stąd też, dla przykładu, żaden dziennikarz nie odważy się nawet w neutralny sposób mówić o przewodniczącym. Brak wiernopoddańczych peanów oznaczałby koniec współpracy takiego dziennikarza z jakimikolwiek mediami finansowanymi ze środków Rządu Republiki Federalnej. Niebezpieczeństwo cywilnej śmierci w organizacji jest tym poważniejsze, że sympatie Rafała Bartka nie opierają się na racjonalnych podstawach,  tylko na przypadkowych wrażeniach, domniemaniach i plotkach.

Jakie lęki ten mechanizm wywołuje wśród członków mniejszości znalazło swoje groteskowe odbicie na zjeździe rocznym NTO. Zgodnie z dostępnymi w biurze NTO dokumentami, Rafał Bartek nie jest członkiem tej organizacji, nie płacił w ostatnich latach składek. Postanowił jednak dołączyć internetowo do Zjazdu Rocznego, chociaż ma swój gabinet tylko dwa piętra poniżej biur NTO.

Internetowa obecność cyfrowego obrazu Faraona wywołała ogromne poruszenie, a  Rafał Bartek stał centralną i najważniejszą postacią zebrania. Zjazd w groteskowy sposób przekształcił się w rodzaj dywaniku u Rafała Bartka. Ponieważ do dyspozycji był tylko jeden komputer, który stał na stole, do wizualnego kontaktu z obrazem Faraonem trzeba było w najlepszym razie usiać przed jego internetowym obliczem. Można było się też na stojąco głęboko do kamery pochylić. Zjazd NTO zaczął wyglądać jak audiencja na egipskim dworze, gdzie w półskłonie doświadczało się rozmowy z Bogiem Słońcem.

Rafał Bartek robił przy tym rzeczowe, sensowne i bardzo konkretne wrażenie. Trudno byłoby o jego wystąpieniach coś krytycznego powiedzieć.

Jego otoczeniu udało się jednak stworzyć wyobrażenie, skądinąd  nieprawdziwe, że strona niemiecka przekazała mu prawo do suwerennego decydowania o tym, kto i jakie projekty może realizować. Panuje też powszechny pogląd, że otoczenie Faraona podejmuje je nie na podstawie przesłanek merytorycznych, tylko koteryjnych interesów. Powstają w ten sposób niekontrolowane zależności, które same w sobie są niedopuszczalne i zawstydzające.

I one to są też powodem całkowitego braku zainteresowania śląskiej inteligencji  dla udziału w gremiach Mniejszości, jak zjazd roczny NTO. Nie podejmuje on żadnych decyzji, na nic nie ma wpływu. A racją bytu NTO i legitymacją do realizacji projektów jest tylko przyjaźń przewodniczącego NTO, Waldemara Gielzoka z Faronem. Nic więc dziwnego, że przytłaczająca większość członków Niemieckiego Towarzystwa Oświatowego potraktowała udział w tym zjeździe jako bezsensowną stratę czasu.