O ślepocie na prawe oko

Na marginesie rozważań Saskii Esken (SPD)

W zachodnioniemieckiej policji znalazło po wojnie schronienie wiele tysięcy funkcjonariuszy hitlerowskiego aparatu terroru. Nie pozostało to bez konsekwencji, ponieważ  przez następne kilkadziesiąt lat zachodnioniemiecka policja wielokrotnie dawała dowody, że jest na prawe oko ślepa. Ostatnio na temat prawicowo-ksenofobicznych tęsknot w tych strukturach wypowiedziała się przewodnicząca partii SPD, Saskia Esken. Wywołała tym falę oburzenia wśród środowisk prawicowych w Niemczech.

Zabójstwo George’a Floyda przez amerykańskiego policjanta  wywołało również w Niemczech debatę na temat prawicowych tęsknot w policji. Wiadomo, że po wojnie w jej szeregach znalazło się tysiące osób, które można by podejrzewać o narodowosocjalistyczne zbrodnie. To dawni funkcjonariusze SS i Gestapo w kolejnych latach przyjmowali i awansowali kolejne pokolenia niemieckich policjantów. Można przypuszczać, że w powojennej rzeczywistości wspierali oni te osoby, które podzielały ich poglądy.  Fakt ten stanowi ciężką hipotekę do dziś. Ta ślepota na prawe oko ujawnia się nie tylko w tym, że osoby o innym kolorze skóry są w Republice Federalnej częściej kontrolowani niż Niemcy, ale również w wielkich sprawach.  Kilka lat temu na terenie Niemiec działała zbrodnicza, terrorystyczna organizacja, która sama nazwała się Narodowosocjalistyczne Podziemie. Dokonywała ona długi czas w Republice Federalnej mordów na tle etnicznym. I to nie policja, tylko uwaga przypadkowych przechodniów na ulicy doprowadziła do jej dekonspiracji. O prawicowo-ksenofobicznych problemach w niemieckiej policji mówiła niedawno z oburzeniem przewodnicząca SPD, Saskia Esken.

Zdjęcie: 2C2KPhotography. Plakat oddający hołd zamordowanemu George’owi Floydowi

Jej wypowiedź zabolała zapewne tym bardziej, że problem niemieckiej ksenofobii jest znacznie szerszy i nie sprowadza się tylko do problemów w Policji. W Niemczech nie używa się co prawda pojęcia rasizm, ponieważ doszczętnie skompromitowało się w czasach narodowego socjalizmu. Ale polega on przecież właśnie na przypisywaniu grupie ludzi określonych wyobrażeń na podstawie cech zewnętrznych. Powszechnie znany jest fakt, że dzieci o egzotycznie brzmiących imionach są gorzej oceniane w szkole, niż niemieckie.  Dzisiaj niechęć do obcych krystalizuje się nie tyle wokół kryteriów narodowych, co bardziej religijnych, czy kulturalnych. Z wielką odrazą patrzy się na osoby, których sposób ubierania się świadczy o związkach z Islamem. W czasach pandemii z rosnącą niechęcią społeczeństwo niemieckie odnosi się do osób o azjatyckich rysach. Osoby czarnoskóre należą od dawna do najbardziej dyskryminowanych grup społecznych.

Ciągle żywa jest niechęć do Żydów, chociaż ma ona trochę inne przesłanki. Nie wynika ona z domniemanego poczucia wyższości, tylko raczej z obaw. Ciągle dają o sobie znać wpływy narodowosocjalistycznej propagandy, która przekonywała, że Żydzi dążą do panowania nad światem.

Często dyskryminacyjne praktyki nie wynikają ze świadomego działania, tylko z bezmyślności i niereflektowanych motywacji. Wyobrażenia o określonych grupach społecznych są o wiele silniejsze niż doświadczenia, jakie robimy z przedstawicielami tych środowisk w życiu codziennym. Niechęć ta wynika nie tyle z osobistych doświadczeń, co ze stereotypów i wyobrażeń wyniesionych z kontaktów rodzinny, towarzyskich, czy nawet z mediów. 

Zachowania takie obserwuje się również w środowiskach mieszczańskich i inteligenckich. Prawdą jest też, że w Niemczech dużym poparciem cieszy się partia, której członkowie otwarcie reprezentują poglądy oparte na stereotypach podobnych do tych, jakie kultywowano w czasach narodowego socjalizmu. 

Tocząca się obecnie debata na temat uprzedzeń wynikających z kulturowych stereotypów ma również bardzo aktualny wymiar na Śląsku. Każdy autochton doskonale wie, jak silne resentymenty wywołują w jego środowisku Romowie. Doświadczenia powojenne wywołały u wielu autochtonów uprzedzenia do polskich sąsiadów. W irracjonalny sposób podchodzi się do Turków, czy innych nacji związanych z Islamem. Uprzedzenia te dziwią tym bardziej, że raczej nieliczni autochtoni stykają się z tymi ludźmi na co dzień. Najczęściej były one podsłuchane u krewnych mieszkających w Niemczech.

Jest to paradoksalna sytuacja, ponieważ autochtoni sami postrzegani są przez pryzmat różnych uprzedzeń. I takich dyskryminujących praktyk często są ofiarą. A jednocześnie robią dokładnie to samo. Oczywiście, że na Śląsku do takich ekscesów jak w Minnesota/USA nie dochodzi. W naszym regionie nikt nie musi się bać o swoje życie z powodu swojej inności jak George Floyd. Nie zmienia to faktu, że w zupełnie absurdalny sposób wzajemnie się uprzedzeniami ranimy. Dlatego poprawienie świata w tym wypadku najlepiej byłoby zacząć poprawiać od siebie. We własnym interesie.

Obrazek u góry: Saskia Esken na konferencji regionalnej SPD 10 września 2019 r., fot. Olaf Kosinsky