Kto odróżni Maryję prawdziwą od fałszywej

„Madonna pod Jodłami” wystawiona w Muzeum Narodowym we Wrocławiu

Bodaj najwybitniejszy obraz Lucasa Cranacha znajduje się we Wrocławiu. Namalowany na zlecenie Dziekana wrocławskiej Katedry zawisł tutaj koło roku 1510 i od tego momentu uważany był za jedno z najważniejszych dzieł sztuki na Dolnym Śląsku.  Po 1945 roku został podmieniony przez niemieckiego zakonnika, który oryginał wywiózł na zachód. Obraz odbył sensacyjną wędrówkę, by kilka lat temu wrócić do Wrocławia. Dziś oba obrazy, falsyfikat i oryginał, można oglądać obok siebie na wystawie w Muzeum Narodowym.

Mały Jezus z winnym gronem siedzi na kolanach Marii, która ze swoimi pięknymi, kasztanowymi włosami pochyla się nad dzieckiem. Tłem jest górzysty krajobraz z pochyloną brzozą i jodłami. Taką wizję Madonny stworzył renesansowy malarz Lukas Cranach w swojej pracowni w Wittenberdze. Uważa się, że jest to najlepszy obraz, jaki wyszedł spod ręki mistrza. Charakteryzuje się perfekcyjnymi pociągnięciami pędzla i zawiera subtelne odniesienia do symboli religijnych.  Niezwykłą siłę mają malarskie przenośnie spojrzeń, w gestów, ciszy. Obraz „Madonna pod jodłami” namalował został dla wrocławskiej katedry. Tu też w kaplicy św. Jana Ewangelisty był prezentowany długie przez setki lat,  stając mekką miłośników malarstwa.

Kopia obrazu

W czasie działań II Wojny Światowej namalowany na desce temperą obraz został nieznacznie uszkodzony. Stąd też w 1946 roku, na zlecenie ówczesnego dyrektora Muzeum Archidiecezjalnego, zostaje przekazany do renowacji niemieckiemu księdzu Siegfriedowi Ziemmer. Był on malarzem i restauratorem. Zimmer potajemnie wykonał kopie obrazu i podmienił malowidła. Kiedy później nakazano mu opuszczenie Wrocławia, zabrał obraz Cranacha ze sobą do Niemiec.

Renesansowy obraz przemycił Zimmer pod prowiantem. Zdawał sobie bowiem sprawę, że nie uda mu się przewieść go oficjalnie przez kontrolę graniczną. Dlatego uciekł się do fortelu. Gdy wsiadł do pociągu zawinięta w płótno deska posłużyła mu jako stół, na którym położył termos i kanapki. Cześć jego rzeczy została skonfiskowana, obrazu nikt nie zauważył.

Nie wiadomo jakie motywacje przyświecały niemieckiemu księdzu, który zdecydował się na wywiezienie renesansowego obrazu. Nie wykluczone, że chciał go uchronić jako część niemieckiego dziedzictwa narodowego. Być może uważał, że jego miejsce jest w Niemczech, a nie w polskim teraz Wrocławiu.

Ksiądz Zimmer mieszkał przez kilka lat w Bernau pod Berlinem, potem przeniósł się do Monachium. Renesansowy obraz przez wiele lat obraz wisiał w prywatnym mieszkaniu Zimmera, który sam był wielkim koneserem sztuki. Obraz nie przyniósł mu jednak szczęścia. Zimmer został zamordowany, a wart miliony dolarów obraz został skradziony.  W środowisku zachodnich kolekcjonerów wiadomo było, że obraz znajduje się w prywatnych rękach. Wiedziały o tym również ówczesne komunistyczne władze w Polsce.  Nie uczyniły jednak niczego by obraz Cranacha odzyskać. Istnieje też inna wersja, która mówi, że Ziemer sprzedał go przed tajemniczą śmiercią handlarzowi sztuką, Franz Waldner. Za pierwszą wersją przemawiają jednak tajemnicze losy obrazu w kolejnych latach, które nie są znane.

Wiadomo natomiast, że kilka lat temu jeden ze szwajcarskich kolekcjonerów zapisał w swoim testamencie „Madonne pod jodłami” wrocławskiemu kościołowi. Tajemniczy, anonimowy kolekcjoner wiedział przypuszczalnie, że obraz był przedmiotem  paserstwa. I być może dlatego  zwrócił obraz do wrocławskiego kościoła.

W ten sposób obraz wrócił do miasta, dla którego Lucas Cranach swoją Madonnę namalował i gdzie przez setki lat był przedmiotem dumy jego obywateli.

Obraz Lukasa Cranacha ma niezwykłe znaczenie dla tożsamości kulturowej Wrocławia. Miasto w kulturze europejskiej odgrywało niezwykle ważna rolą przez setki lat. Zadedykowanie Madonny śląskiej metropolii jest tego oczywistym dowodem. A tym samym namalowany dla Wrocławia obraz Lucasa Cranacha jest symbolem jego kulturowej ciągłości.

We wrocławskim Muzeum Narodowym „Madonnę pod Jodłami” podziwiać można do 31.03.2021. Obraz wystawiono obok kopii namalowanej przez księdza Zimmera i która długie lata we Wrocławiu uchodziła za oryginał obrazu.