Góra Św. Anny, nowe Jeruzalem

Góra św. Anny jest bodaj jedynym poważniejszym wzniesieniem na Górnym Śląsku. Jest samotną pozostałością po bazaltowym wulkanie, który na przestrzeni kolejnych milionów lat pokryty został dodatkowo warstwą wapienia. Nie ma na to co prawda archeologicznych dowodów, ale można przyjąć z dużym prawdopodobieństwem, że w czasach przed chrześcijańskich był miejscem kultu. Przypuszczalnie góra spełniała podobną rolę, jak Sobótka na Dolnym Śląsku. Dla ludów prostych takie przestrzenne obiekty stanowiły symbol zetknięcia ziemi z niebem i w ten naturalny sposób tworzyły sferę sacrum.

Autor: Piotr Miemiec

Początkowo nazwa góry była bardzo banalna. Mówiono o niej  Chelm, czyli pagórek. Gdzieś między XIII  a XVI wiekiem powstała kolejna jej nazwa, która wywodzi się od św. Jerzego. Nie był to zapewne przypadek, ponieważ św. Jerzy był jednym z najważniejszych patronów Templariuszy i często był z nimi kojarzony. 

Templariusze pojawili się w okolicach Góry w XIII wieku i zbudowali tu kilka komandorii. Zaczęli odgrywać w regionie ważną polityczną i militarną rolę. Zakon Templariuszy zlikwidowany zostaje w roku 1312, a wkrótce potem kilkudziesięciu głównych Templariuszy, za zgoda papieża, spalonych zostało na stosie w Paryżu. Kontynuacja zakonu została pod groźbą klątwy zakazana.

Św. Jerzy z krzyżem Templariuszy.

W konsekwencji tego Templariusze w większości stali się świeckimi panami feudalnymi, a dobra dalej pozostawały w ich rękach. Góra pozostała w rękach rodziny von Strel, która  koło 1480 roku buduje na jej szczycie kościół ku czci Św. Jerzego. Od tego momentu Góra staje się chrześcijańskim sanktuarium. Na jednej z pierwszych map Górnego Śląska z roku 1561 Góra nazywa się Georgenberg (Góra Jerzego).

Przez pewien czas w wyobrażeniach o Górze dominował obraz ognia. Skojarzenie z martyrologią Templariuszy spalonych na stosach 18 marca 1314 jest tu nie do przeoczenia. To wyobrażenie mogło też być związane z zwyczajem pielgrzymek na Górę przy świetle pochodni i świec. Ale i to zapewne nie był przypadek. 

Herb rodziny von Strel i Krzyż Templariuszy. Podobieństwo wydaje się być oczywiste. Zdjęcie: Natalia Klimaschka

Z czasem jednak mity o rycerzach utraciły na społecznej atrakcyjności i zmieniły się tęsknoty wiernych. Dlatego symbolika Góry została zredefiniowana i to znowu w nawiązaniu do tradycji Templariuszy. Patronką Góry stała się mieszkanka Ziemi Świętej, babka Jezusa Chrystusa, św. Anna.  Pamiętać trzeba, że Zakon Templariuszy tam właśnie powstał i tam miał swoją główną siedzibę.

Istnieje mało przekonująca legenda zakładająca, że relikwie świętej Św. Anny trafiły z Jeruzalem na Górę za sprawą księcia Georga von Sachsen. O wiele bardziej przekonywujący jest pogląd, że relikwie przywieźli na Górny Śląsk Templariusze i po 1312 roku przechowana została ona przez ich potomków. Sprawa wydaje się być dalece nie wyjaśniona. Tym bardziej, że o okolicznościach przekazania figury na Górę również nic nie wiadomo.

Figura św. Anny na ołtarzu Bazyliki św. Anny. Zdjęcie: Natalia Klimaschka

Nie jest natomiast zapewne przypadkiem, że relikwia Świętej odnalazła się nagle koło 1631 roku, kiedy to Górę odkupił hrabia Rzeszy (Reichsgraf) Melchior von Gaschin. Jego matka była z domy von Strel. Hrabia zbudował w roku 1637 na Górze kościół, który został poświęcony św. Annie i umieścił tam figurę z relikwią świętej. 

Przełomowym momentem w historii Góry stały się czasy Potopu Szwedzkiego, podczas którego spłonął klasztor Ojców Franciszkanów  w Krakowie. Zakonnicy przywędrowali na Górny Śląsk wraz z innymi najważniejszymi przedstawicielami Państwa Polskiego i samym Królem Janem Kazimierzem. Polski Dwór znalazł schronienie u górnośląskiego hrabiego Rzeszy (Reichsgrafa) Franza Eusebiusa von Opersdorff, którego pałac w Głogówku stał się od 07.10. 1655 roku siedzibą rządu polskiego na emigracji. Małe miasteczko nie było w stanie pomieścić wszystkich uchodźców z ówczesnej Polski. Część z nich rozlokowana została w okolicznych wioskach.

Reichsgraf Melchior von Gaschin

Krakowskim zakonnikom schronienia udzielił  Reichsgraf Melchior von Gaschin, który uchodził za jednego z najbardziej znaczących arystokratów na całym ówczesnym Śląska. Przed swoim awansem do administracji cesarskiej we Wrocławiu hrabia pełnił funkcję namiestnika cesarza w księstwie opolsko-raciborskim.

W przybyciu Franciszkanów bezdzietny Gaschin upatrzył szansy nawiązania do swoich rodzinnych tradycji związanych przypuszczalnie właśnie z Templariuszami. Nie mógł tego zrobić jednak otwarcie, ponieważ zakon był zakazany. Za zgodą przebywającego wówczas w Głogówku Króla Polski, Jana Kazimierza, podpisano 19.10.1655 roku akt erekcyjny klasztoru.  W dalszej kolejności, z prywatnych  środków Melchiora von Gaschin, zbudowano na szczycie Góry jego budynki.

Kościół na Górze św. Anny. Zdjęcia: Natalia Klimaschka

W testamencie zobowiązał on też swoich spadkobierców do dbałości o klasztor i o kult św. Anny. Zgodnie z jego wolą, na zboczach Góry  Gaschinowie stworzyli w latach 1700-1709 rodzaj publicznego parku. Na powierzchni kilku kilometrów kwadratowych zbudowali oni kompleks 30 barokowych kaplic i  3 kościołów. W świadomości wiernych miało w ten sposób powstać nowe Jeruzalem. Sprzyjało temu też ukształtowanie terenu Góry. Powstał w ten sposób rodzaj modelu składającego się obiektów symbolizujących poszczególne stacje z życia Jezusa. Zbudowano więc Górę Oliwną, Golgotę, Pałac Heroda. 

Nie może to być przypadek, że Gaschin buduje nową Jerozolimę i funduje zakon, która ma się opiekować pielgrzymami dokładnie w tradycji Templariuszy.  Zakonu, który powołano w 1118 roku dokładnie dla posługi wiernym w Ziemi Świętej.  

Dwie z pośród kaplic znajdujących się na zboczach Góry Gaschinowie przeznaczyli na swoje rodzinne mauzoleum. Tak jak kościół był własnością Franciszkanów, tak Kalwaria bardzo długo pozostała niepodzielną własnością rodziny. Być może to nie budziło entuzjazmu Franciszkanów, którzy zajęci sobą, nie byli skłonni angażować się w organizację pielgrzymek. 

Miało się to zmienić dopiero po roku 1764, kiedy przesunięto granice i Góra znalazła się w protestanckich Prusach. Wówczas zaczęli oni wkładać wiele trudu w to, by Góra stała się ważnym, katolickim centrum religijnym. Obok aury samego miejsca na atrakcyjność pielgrzymek wpływały szczególnie uroczyście celebrowane msze i zatwierdzane przez papieża odpusty. Często kilkudniowy pobyt na Górze w tym niezwykłym otoczeniu był dla autochtonów wydarzeniem szczególnym. W latach 90-tych XVIII stulecia przybywało tu rocznie około 75 000 pątników rocznie.

Modlitwa w pobliżu relikwii św. Anny i w podobnej do Jeruzalem topografii była dla biednych Autochtonów namiastką podróży do jednego najważniejszych miejsc pamięci chrześcijaństwa. Wielogodzinna wędrówka po stokach Góry była nie tylko okazją do refleksji wewnętrznej, ale również fizyczny wysiłek służył rozpamiętywaniu cierpień Chrystusa. W XVIII wieku wykształcił się zwyczaj kupowania na Górze różnych pamiątek, które potem miały stanowić namacalną obecność świętego miejsca w domach pielgrzymów. Te pamiątki były jednocześnie świadectwami pobytu na Górze.

Obok dewocjonaliów i drobnych sprzętów sprzedawano tu szczególnie chętnie książki. Niektóre z nich były wydawane z myślą o sprzedaży tylko na Górze. Za przykład posłużyć może wydana w 1767 roku we Wrocławiu „Nowa Jerozolima, albo Kalvarya całej męki Jezusowej, y Bolesnej Matki Jego Maryi Panny wyrażająca drogi…”. Książka miała też swój niemiecki odpowiednik. Osiągnęła ona na przestrzenie kolejnych dziesięcioleci wiele wydań. Z czasem na samej Górze powstały dwie drukarnie, w których powstawały zarówno polskie, jak i niemieckie książki. 

Początkowo relacje zakonników z administracją pruską układały się poprawnie. Kiedy w roku 1789 pojawił się na Górze król pruski, Fryderyk Wilhelm II, był tu jeszcze z wielką życzliwością przyjmowany. Te dobre relacja z Państwem Pruskim miały się jednak szybko skończyć. W roku 1810 klasztor ulega na prawie 50 lat sekularyzacji.  A to w oczywisty sposób doprowadziło do zrujnowania budynku klasztoru. 

Miejscowość Góra św. Anny współcześnie. Zdjęcie: Natalia Klimaschka

Do dewastacji kompleksu parkowego przyczyniły się również kopalnie bazaltu, które podchodziły nieomal pod próg klasztoru. W czasach gwałtownego rozwoju dróg, a potem kolei żelaznych materiał ten miał wielkie znaczenie. Fragmenty parku zamienione zostały przed 1859 rokiem na pola i pastwiska. Władze pruskie zezwoliły na wznowieni działalności klasztoru w roku 1859, ale już 16 lat później usunięto Franciszkanów ponownie. Powrócili oni tu w roku 1887. 

Kolejne próby likwidacji klasztoru przez rząd pruski wynikało z zamiaru wymuszenia na Autochtonach, by przeszli oni na protestantyzm. Próby narzucenia głęboko katolickiej społeczności autochtonicznej innej religii przyniosły efekty dokładnie odwrotne od zamierzonych. W latach 80-tych XIX stulecia przybywało na Górę rocznie  przeciętnie koło 400 000 pątników. Procesje były wielkimi manifestacjami kulturowej niezależności Autochtonów od protestanckich Prus.

Również pielęgnowanie językowej odrębności było wyrazem niechęci i kontestacji wobec Państwa Pruskiego. A powodów do niej również na płaszczyźnie społeczno-socjalnej było bardzo wiele. Góra stała się symbolem prawa do inności i regionalnej tożsamości. 

Wiosną 1921 roku miały na Górze walki w ramach III Powstania Śląskiego, które później przez obie strony były manipulowane i instrumentalizowane. W dniu 22 maja 1938 roku otwarto, w obecności 25 000 gości, gigantyczny amfiteatr i mauzoleum poległych uczestników niemieckiej Samoobrony (Selbstschutz). Tutaj hitlerowcy koncelebrowali swoje pseudogermańskie  obrzędy i manipulując historią Góry nadużywali tego miejsca dla politycznych celów.

W tym samym amfiteatrze i w podobny sposób naużywali historii tego miejsca komuniści.  W 1946 roku zorganizowano tu manifestacje, w której miało wziąć udział 300 000 ludzi. Wybudowano kolejny pomnik. 

W ten sposób amfiteatr zasłużył na to, by sam w sobie przekształcony został w pomnik ofiar politycznych manipulacji tożsamością Autochtonów.  Czas również na wmurowanie przynajmniej tablicy pamiątkowej ku czci Żydów pomordowanych w obozie koncentracyjnym, który na Górze zbudowali hitlerowcy. 

Po wojnie na Górze miało również miejsce kilka istotnych wydarzeń. Do najważniejszych należał zapewne pobyt papieża Jana Pawła II w 1983 roku. Tu też w dniu pierwszych wolnych wyborów w Polsce, 4 czerwca 1989 roku, miała miejsce pierwsza od czasów wojny niemieckojęzyczna msza. Wydarzenie, które dla tożsamości Autochtonów miało wyjątkowe znaczenie. Teraz paradoksalnie niemieckość stała się bowiem symbolem kontestacji wobec politycznej sytuacji. 

Żałować należy bardzo, że nie doszło do planowanej na Górze mszy pojednania z udziałem ówczesnego kanclerza Niemiec, Helmuta Kohla i ówczesnego premiera polskiego rządu Tadeusza Mazowieckiego. Przeniesiono ją później do Krzyżowej. Mogła ona być wspaniałą klamrą dla historii tego miejsca.

Dziwić się również należy, że kwestia pochodzenia figury Św. Anny i relikwii babki Jezusa Chrystusa nie została dokładniej zbadana. Ma ona dla tożsamości górnośląskich Autochtonów zupełnie kluczowe znaczenie. Tradycja Templariuszy otwiera Autochtonom drogę do zbudowania tożsamości na zupełnie nowych, europejskich fundamentach bez narodowych konotacji.