Drewniane figury słuchały cierpliwie

Drewniane kościoły są jedynymi materialnymi śladami życia społeczności autochtonicznej na Górnym Śląsku w poprzednich stuleciach. Środowiska, które przez wieki żyły w dramatycznej nędzy i było bezwzględnie wykorzystywane przez arystokratyczne elity. Tu, wśród tych drewnianych figur, płakały autochtoniczne matki i użalały się Bogu nad swoim dramatycznym losem…

Kościół Parafialny w Kluczach. Zdjęcia Natalia Klimaschka

Górnośląscy prości chłopi byli w całym majestacie prawa w wyjątkowy sposób dyskryminowana. Przytłaczająca większość ziemi uprawnej tego regionu była w rękach autochtonicznych, arystokratycznych rodzin, których majątki były dobrami rycerskim (Rittergut). Powszechnie nazywano je Dominiami i taka nazwa do dziś w gwarze śląskiej występuje. Nadanie Dominium było rodzajem zapłaty za służbę wojskową, które rycerstwo otrzymywało od panującego.

Zgodnie z feudalnymi, patrymonialnymi zasadami ustrojowymi „rycerze” oddawali swoją ziemię w użytkowanie chłopom, którzy w zamian za to zobowiązani byli świadczyć pracę na rzecz swoich panów. Prawo austriackie, a potem pruskie stanowiło, że poddani stawali się ich własnością. W drugiej połowie XVIII handel chłopami górnośląskimi był czymś tak naturalnym, jak płodami rolnymi. I proceder ten na Górnym Śląsku w gruncie rzeczy od pierwowzoru handlu niewolnikami w starożytnym Rzymie bardzo niewiele się różnił. Feudalni panowie mieli również prawo domagać się darmowej pracy autochtonicznych dzieci w ich latyfundiach. Od suwerennej ocen pana feudalnego zależało, od jakiego wieku można było zmuszać dzieci do pracy i kiedy młody człowiek stawał się „dorosły”. Dzieci zmuszane były do pracy wyłącznie za jedzenie, na które składały się głodowe racje.

Postać św. Jana z Kościoła w Kluczach. Zdjęcie: Natalia Klimaschka

Obciążenia wynikające z obowiązku pracy i innych świadczeń na rzecz feudalnych Panów były tak przytłaczające, że nie mieli oni ani czasu, ani możliwości, by uprawiać własne pole. W konwekcji rodziny autochtonicznych często po prostu głodowały. Chłopom nie wolno było sprzedać żadnego żywego inwentarza, czy płodów rolnych, póki nie zaproponowano ich panu feudalnemu. On też dyktował jednostronnie ceny kupna tych artykułów. Musiał też wyrazić zgodę na to, by owe produkty rolne autochtonowi wolno było w ogóle sprzedać na wolnym rynku. Do tego dochodziły brutalne praktyki upokarzania autochtonów. Kije i baty były podstawowymi środkami motywującymi ich do pracy.

Autochtoni wobec właścicieli majątków arystokratycznych byli całkowicie bezbronni. Sprawowali oni nie tylko ograniczoną władzę sądowniczą. Pan feudalny na swoim terenie był z mocy prawa również komendantem lokalnej policji. Decydował też, kto w niej może służyć. Każdego poddanego mógł według własnego uznania i kaprysu represjonować. I wymuszać każdy wysiłek. Ucisk feudalny ludności wiejskiej przez ich arystokratycznych panów był nawet jak na pruskie warunki zupełnie bezprzykładny.

Zdjęcia Natalia Klimaschka. Wnętrze kościoła w Kluczach

Dominia zachowywały cały szereg innych przywilejów. Były zwolnione z płacenia podatków gruntowych na rzecz państwa. Zwolnione były również dalece z świadczenia podatku dochodowego i wszelkiego rodzaju ceł na towary sprowadzane z zagranicy. Feudalni panowie posiadali prawo do 4% kredytów podczas kiedy pozostali obywatele mogli je otrzymać z marżą 10%. Szczególnym przywilejem Dominiów był tak zwany Auenrecht. Była to regulacja określająca, że wszelkie grunty w gminie, które nie były w księgach wieczystych jednoznacznie zapisane jako własność innego obywatela, należały do pana feudalnego. Do Dominium należały więc nie tylko wszystkie drogi, place, łąki i nieużytki. Auenrecht oddawał panom feudalnym w posiadanie wszystkie rzeki i stawy. Tylko oni mieli prawo do korzystania z ich wody i oni mieli monopol na wykorzystywanie ich do celów transportowych.

Fragment ołtarza kościoła w Kluczach. Zdjęcie: Natalia Klimaschka

Wszystkie te przywileje były często źródłem ogromnej zamożności panów feudalnych. Nie mieli oni też żadnych powodów, żeby się z bogactwem kryć. I przymierający głodem autochtoniczni chłopi musieli się nieomal codziennie przyglądać bajkowemu ich bogactwu.

Sytuacja społeczna na Górnym Śląsku zaostrzyła się radykalnie po reformach Karla von Steina z 09.11.1807 roku. Dekret (Dekret von erleichterten Besitz und dem freien Gebrauch des Grundeigentums, so wie die persönliche Verhältnisse der Landbewohner.) znosił, przynajmniej formalnie, na terenie całego Królestwa Pruskiego poddaństwo. Zniósł w Prusach również różnice prawne pomiędzy panami feudalnymi, a resztą społeczeństwa. Dekret tworzył również podstawy do regulacji stosunków własnościowych, które dawało chłopom możliwość zamiany pańszczyzny na świadczenie finansowe. Otwierał drogę do wykupu ziemi, którą dotychczas uprawiali.

Wnętrze kościoła w Kluczach. Zdjęcie Natalia Klimaschka

Zarówno arystokracja jaki i urzędnicy na Górnym Śląsku nie byli mentalnie na ten Dekret przygotowani. Dla autochtonicznych arystokratów było poza wszelką fantazją, żeby swoich dotychczasowych poddanych traktować jako wolnych, równych sobie ludzi. Stąd też górnośląscy panowie feudalni starali się edykt ten przemilczać, albo przynajmniej pomniejszać jego znacznie.

Na niewiele się to zdało, ponieważ wieść o dekrecie Steina szybko się rozniosła. Chłopi interpretowali jego rozporządzenie również jako wyzwolenie z obowiązków pańszczyzny i wszelkich innych finansowych świadczeń na rzecz panów feudalnych. Stąd też konsekwentnie ich odmawiali.

Wnętrze kościoła w Kluczach. Zdjęcie: Natalia Klimaschka

Tak daleko dekret Steina bynajmniej jednak nie szedł. Dlatego panowie feudalni mogli w majestacie prawa zastosować wobec autochtonów środki przymusu, co uczynili też z całą brutalnością. Nie było to trudne, ponieważ cały system policyjny był w ich rękach.

Wszystko to powodowało, że frustracja chłopów była coraz większa. Raz po raz, wybuchały tu zamieszki i bunty przeciw ich arystokratycznym panom. Zaczęły się one paradoksalnie w zamożniejszych regionach Górnego Śląska już w roku 1809. Doszło do nich w powiatach namysłowskim i głubczyckim. Kilka miesięcy później, w czerwcu 1810 roku w powiecie pszczyńskim doszło nawet do starć chłopów z wojskiem pruskim. 

Wnętrze kościoła w Kluczach. Zdjęcie: Natalia Klimaschka

Do wielkiego powstania skierowanego również przeciwko pruskim władzom doszło w lutym 1811 roku. Zaczęło się ono w południowych gminach powiatu głubczyckiego. Potem rozprzestrzeniło się na tereny lewobrzeżnej Odry, a więc Głogówka, Krapkowic, Raciborza. Z czasem bunt podnieśli autochtoniczni chłopi w powiatach opolskim, strzeleckim. Rewolta dotarła w końcu do terenów leżących nad granicą z cesarstwem rosyjskim. A więc do powiatów pszczyńskiego i wodzisławskiego.

Powstanie miało bardzo gwałtowny i brutalny przebieg. Chłopi napadali, palili i demolowali arystokratyczne siedziby. Dopuszczali się gwałtów na feudalnych panach i znęcali się nad ich rodzinami. Ofiarą powstania padli nie tylko właściciele ziemscy, ale też ich urzędnicy i kler. W wyniku rewolty zamordowano wiele osób. Opanowanie rebelii okazało się dla władz pruskich bardzo trudne. O sile powstania świadczy fakt, że wysłany do uspokojenie sytuacji 60-osobowy oddział kawalerii konnej został zmuszony przez chłopów zmuszony do ucieczki. Dopiero wielokrotnie silniejsze odziały wojska zdołały opanować sytuacje. Powstanie zostało brutalnie i krwawo zgniecione.

Ołtarz kościoła w Kluczach. Zdjęcia Natalia Klimaschka

Wydarzenia 1811 roku arystokratycznych panów feudalnych niewiele nauczyły. Starali się nie dopuścić do jakiejkolwiek kulturalnej i cywilizacyjne emancypacji środowisk autochtonicznych. Słusznie spekulowano, że niewykształcenie i zahukani chłopi nie będą na drodze prawnej w stanie bronić swoich interesów. By uniemożliwić zawiązanie takich grup interesów zakazano im też jakichkolwiek form zrzeszania się. Te różne formy dyskryminacji miały miejsce przez cały wiek XIX.

Przede wszystkim jednak zdławione powstanie w 1811 roku postawiło wśród ludności autochtonicznej głęboką niechęć do Państwa Pruskiego. Rewolucyjne, antypruskie nastroje utrzymywały się w autochtonicznych środowiskach przez następne dziesięciolecia. Ciągle dochodziło do wybuchów społecznego niezadowolenia. Dochodziło do napadów, plądrowania i niszczenia arystokratycznych dworów. Do ekscesów doszło dla przykładu w okolicach Olesna we wrześniu w 1848 roku. Skończyły się one krwawymi rozprawami z panami feudalnymi i ich urzędnikami. Zbuntowanych chłopów pacyfikowała znowu pruska armia. Nie uspokoiło to nastrojów. Do gwałtownych rozruchów doszło w nocy z 3 na 4 grudnia 1848 roku w Rożnowie koło Kluczborka. Zamordowano wówczas właściciela majątku von Dehnel oraz jego zarządcę von Gladis. Wezwano pruskie wojsko, aresztowano i natychmiast skazano aktywistów. Wywołano to w powiecie kluczborskim takie oburzenie, że władze już 10 grudnia 1848 roku w całym powiecie musiały ogłosić stan wojenny. Również w powiecie toszeckim chłopi odmówili świadczeń na rzecz swoich autochtonicznych panów i wszczęli bunt.

Wnętrze kościoła w Kluczach. Zdjęcie: Natalia Klimaschka

W biednych lasach w okolicach Pszczyny i Rybnika w pierwszych dziesięcioleciach XIX stulecia szalały w sposób prawie nieprzerwany ciężkie epidemie wywołane głodem. Zamierały chwilowo tylko wtedy kiedy przez wyjątkowe dobre żniwa był więcej jedzenia. Kiedy zdarzały się lata nieurodzaju, dzwony żałobne słychać było w sposób nieprzerwany. Cholera i tyfus pochłonęła w latach 1846-48 około 40 000 istnień ludzkich. 10% ludności w powiatach pszczyńskim i rybnickim. Lekarze byli zgodni, że epidemie te spowodowane były głęboką nędzą mieszkańców Górnego Śląska.

Mimo reform Steina, które teoretycznie powinny obowiązywać w całych Prusach, do roku 1848 uwłaszczenie chłopów śląskich nie miało prawie w ogóle miejsca. Niektórzy autochtoniczni chłopi przez kolejne, długie dziesięciolecia zmuszani byli dalej do wykonywania pańszczyzny.

A tam gdzie uwłaszczenie miało miejsce, wywoływało to tylko przyspieszone bankructwo chłopów. Pod koniec XIX wieku arystokracji ziemskiej udało się przyjąć prawie 100 000 hektarów ziemi od chłopów. Nie byli w stanie się utrzymać i popadali w różne formy zależności od swoich feudalnych panów. Natomiast arystokraci wykorzystywali sytuacje i zatrudniali ich potem w swoich latyfundiach na najgorszych warunkach.

Kościół w Kluczach. Zdjęcie Natalia Klimaschka

W tej sytuacji o budowaniu jakiejś pruskiej tożsamości na Górnym Śląsku mowy być nie mogło. Temu procesowi sprzeciwiali się świadomie panowie feudalni w obawie przed emancypacją Autochtonów. Wyobrażenie o wspólnocie narodowej, do której mieliby oni należeć wspólnie i na równych prawach z chłopami, była dla nich nie do przyjęcia. Ale było też trudno od Autochtonów oczekiwać, żeby identyfikowali się z narodem, którego armia prowadziła wobec nich krwawe represje.