Proprium silesiacum

Dzieje tej ziemi są skomplikowane tak bardzo, że nie sposób ich rozwikłać historycznie. Dlatego też trzeba to proprium silesiacum usiłować jakoś inaczej sprecyzować. Tą swoistością Śląska jest harmonia serca i myśli. Owszem można mówić jeszcze o innych elementach: o pracowitości, o dążeniu do uczciwości, o łączeniu przeciwstawności oraz takim „wykorzystaniu” inności,  które ją w sposób skondensowany scala. Inność zyskuje wówczas nową siłę przebicia i stanowi podwaliny perspektywy autentycznie otwartej na przyszłość. Takiej, która broni przed zacieśnieniem. Oczywiście myśmy na Śląsku te zacieśnienia przeżywali, ponieważ zostały nam narzucone politycznie, a realizowane były w sferze narodowościowej, etnicznej. Ale prawdziwy Ślązak nigdy nie dał się całkowicie „etnicznie zawęzić” i w ten sposób pozbawić ważnych bogactw w „dziedzinie narodowej”. Ślązak to po prostu „jak grusza na miedzy, która rodzi po obu stronach”. W pewnym sensie można powiedzieć, że ojczyzna – wzięta całościowo jako pojęcie i wartość- jest dla Ślązaka tak swoiście pod względem historycznym ukształtowana, iż wydaje się za duża. Z kolei mała ojczyzna, strony rodzinne, to, o nazywamy Heimat, jest za małe, żeby owo proprium zmieść w swoich granicach i je określić. Takiego ograniczenia zresztą nie możemy tu wprowadzać, a proprium autentycznie śląskiego nie sposób wyobrażać sobie bez elementu nadprzyrodzonego, bez religijnego pojęcia Boga. Jeżeli to się gdzieś zdarza, jeżeli ktoś się chce tym chlubić, to wydaje mi się, że odzywa się jakaś nuta nieautentycznej albo też zranionej śląskości.

Na Śląsku zawsze było tak, że jego mieszkańcy mieli ukierunkowanie proniemieckie, propolskie lub neutralne. Tej pozycji neutralnej nie można mieć za złe. Przyznają się do niej często ludzie, którzy się – czasami przez pokolenia – zawiedli na politykach po obu stronach granicy. Tamten spór był do pewnego stopnia walką o pozyskanie, trochę za wszelką cenę, tych ludzi neutralnych. To się do końca nie powiodło. Zresztą wielu do dziś czuje się Ślązakami, a nie Niemcami czy Polakami.  Korzystają w ten sposób z wolności wyboru.

Ślązacy noszą w sercach i umysłach odbicie szerokiego kręgu kulturowego. Klasycznym przykładem takiego miejsca na Śląsku Opolskim jest Góra Św. Anny – miejsce pojednania generacji, kultur i języków. Tam każdy mógł się zawsze modlić w języku serca, każdy czuł się u siebie, na „swojej” górze, każdy do św. Anny uciekał się jako do swojej patronki, która zrozumie go w jego inności, w jego ukierunkowaniu narodowym, czy nawet politycznej opcji. Nie była i nie jest to Góra tylko politycznej identyfikacji, czy wyznaniowej tożsamości. Dawała i daje ona szersze spojrzenie na świat. Tam, na tej górze, odczuwamy coś z nieograniczonych możliwości Boga, coś  z nieskończoności, wieczności, która pomaga nam łączyć wszystkie wymiary śląskiej ziemi. Góra. Św. Anny pozwala nam czuć się już zawsze Europejczykami, którzy nie potrzebują zapierać się swojej narodowości czy etniczności, ani wyrzekać się patriotyzmu.

Ślązacy są dziedzicami kulturowej trójwymiarowości (polskiej, niemieckiej i morawsko-czeskiej), potomkami pokoleń i dziejów, które o tej trójwymiarowości zadecydowały. Nas nie sposób apriorycznie zamknąć, zaszufladkować. Otóż mimo, że owo proprium silesiacum jest nam wspólne, to jednak każdy region – Dolny Śląsk, Śląsk Opolski oraz Śląsk Katowicki – ma swoje własne proprium, specyficzne akcenty i specyficzne ich rozłożenia.
O tym w dużej mierze zadecydowały „małe wycinki historii” (jeżeli chodzi o Śląsk Katowicki) – zwłaszcza międzywojenny okres polskości Śląska Katowickiego, dzięki któremu zyskał on i na bogactwie kulturowym, i na dziedzictwie patriotyzmu, i na jednoznaczności narodowej. Nie mieliśmy tego w takim stopniu tutaj, na Śląsku Opolskim, to jest więc obszarem wzajemnego uzupełniania się (po wojnie również kulturą lwowsko-kresową). My jednak na Opolszczyźnie mamy bardziej „kosmopolityczne” nastawienie, przez co jesteśmy często zagubieni jak gwiazdy na bezgranicznym niebie.

My się jednak wzajemnie, regionalnie, mocno uzupełniamy i synteza opolskości i katowickości tworzy dopiero pełniejszy obraz Śląska. Gdy będziemy usiłowali całościowo, integralnie patrzeć na Śląsk, z bardzo szczerym zamiarem zgody na swoistość każdego regionu, nie usiłując niwelować szczególnych akcentów, które w dużej mierze są uwarunkowane historią i kulturą, wówczas będziemy się uzupełniać, w znaczeniu tworzenia czegoś nowego, nowej mozaiki. Moglibyśmy to nazwać pięknym przykładem pojednanej różnorodności, której poszczególne składniki nigdy nie powinny być nastawione względem siebie wrogo, ale wręcz przeciwnie, otwarte, „zaczepione” o siebie, wzajemnie się ubogacające, uzupełniające i korygujące wzajemnie swoje zacieśnienia.

Za zgodą Księdza Arcybiskupa Alfonsa Nossola przytaczamy fragment jego artykułu Arcybiskup o sobie zamieszczony w książce pt. Arcybiskup Alfons Nossol. 32 lat posługi biskupiej, wydanej w 2009 r. w Opolu.